Poszukiwany, poszukiwana

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Uwaga! Dopisanie nowego wątku czy też tematu będzie skutkowało ujawnieniem Twojego IP.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody proszę zrezygnuj już teraz.
Dodanie wątku przez Ciebie będzie jednoznaczne ze zgodą na ujawnienie Twojego IP.
Imię i nazwisko
E-mail
OdpowiedĽ kpt.obs.Jan Krzysztoforski - Poszukuję informacji o tym lotniku (2013-01-13, 14:02)
Moderator
Publikuję za zgodą Pana Andrzeja Krzysztoforskiego fragment nieopublikowanej jeszcze "Historii Rodzinnej".    
Fragment ów traktuje o Janie Krzysztoforskim.     
    
Stryj Janek    
Żonaty z Marią Matczak. Był kapitanem lotnictwa, obserwatorem (dziś nazywałoby się to nawigator). Oficerską Szkołę Lotnictwa w Dęblinie ukończył w roku 1927(1). Kampanię wrześniową odbył w ramach lotnictwa Armii "Łódź", w 66. Eskadrze Obserwacyjnej, jako dowódca plutonu, składającego się z 4 samolotów. Historia walk 66. Eskadry została dobrze opisana, dzień po dniu (2) , aż do przekroczenia granicy i lądowania w Czerniowcach w dniu 18. września. Z Rumunii przez Maltę, Marsylię, Lyon (20 listopada)(3) Jan przedostał się do Anglii.     
Nie do końca jasne są jego dalsze wojenne losy. Według wspomnianej książki J. Pawlaka, był w okresie władzy gen. Sikorskiego osadzony na "Wyspie Węży" (co potwierdza inny dokument, udostępniony mi przez p. A. Kubickiego (4)). Starałem się wyjaśnić tę sprawę w korespondencji z autorem książki. Napisał mi: "Potoczna nazwa "Wyspa Węży" dotyczy wyspy Rothsay, położonej przy zachodnim wybrzeżu Wlk. Brytanii - uznane miejsce letniego wypoczynku brytyjczyków w okresie międzywojennym. Na tej wyspie rząd gen. Wł. Sikorskiego (...) zorganizował pod koniec 1940 r. obóz odosobnienia dla polskich oficerów służby czynnej, wyrażających (...) swój negatywny stosunek do polityki wewnętrznej i zagranicznej prowadzonej przez rząd (...), w gromadnej większości zwolenników i b. żołnierzy marsz. J. Piłsudskiego - obecnie odsuniętych od władzy..."    
Dalej nie usuwało to niejasności, bo trudno przypuszczać, aby oficer w stopniu kapitana mógł być uznany za "niebezpiecznego" politycznie.    
Bardziej wyczerpujące naświetlenie sprawy znalazłem w obszernym artykule Adama Węgłowskiego(5)(który dr Pawlak ocenił wysoko). Wynika z niego, że obozy (ten - co artykuł uściśla - w miasteczku Rothesay na szkockiej wyspie Bute, przez który przeszło około 1500 oficerów, w tym 20 generałów, był tylko jednym z nich), stanowiły niechlubny (żeby nie powiedzieć - ponury) epizod w wojennej historii polskich sił zbrojnych na Zachodzie. Bezczynność i poczucie krzywdy internowanych tworzyły toksyczną atmosferę; były wypadki samobójstw. Sprawa doczekała się w czerwcu 1942 r. interpelacji w parlamencie brytyjskim; Szkoci nie mogli zrozumieć dlaczego "Polacy grają w brydża, gdy ich koledzy z jednostek frontowych i żołnierze brytyjscy giną na wojnie". Po tej interpelacji obozy zaczęto likwidować.    
Nigdy też nie dowiedziałem się, jak się stało, że Jan "rozminął się" z żoną i córką (wtedy przebywającymi prawdopodobnie na Bliskim Wschodzie lub w Indiach) i zdecydował się na powrót do Polski - czy nie udało się nawiązać kontaktu? W jakim stopniu na decyzję powrotu wpłynęły niewątpliwie trudne warunki, w jakich znaleźli się w Anglii, po zakończeniu wojny, polscy wojskowi? (6)    
Po powrocie stryj Jan zamieszkał u nas. Ojciec zatrudnił go w swoim Laboratorium Chemiczno-Farmaceutycznym. Był to mężczyzna wtedy czterdziestokilkuletni, przystojny, postawny, ze sporym poczuciem humoru; z pewnością podobał się kobietom.     
Stryj został aresztowany razem z Ojcem w lutym 1949 r. i zwolniony zaraz po jego śmierci (o której początkowo nie wiedział). Po likwidacji Laboratorium wyjechał na Dolny Śląsk, do Świdnicy; pracował w aptece w sąsiedniej Jaworzynie Śląskiej. W końcu nawiązał kontakt z żoną i córką Ewą, które - wywiezione ze Lwowa do Kazachstanu - wydostały się z armią Andersa; przez Iran, Palestynę, Indie trafiły do Australii. Mieszkały w Sydney przez 11 lat. Wtedy Ewa pierwsza wróciła do Europy. W Wadowicach spotkała się z ojcem. Później spotkała się z mężem w Polsce również Marysia; z tego co wiem skonstatowali, że wspólnej przyszłości już nie mają. Jan oczywiście drogę na Zachód miał zamkniętą, zaś dla Marysi i Ewy, z ich deportacyjną przeszłością i zrozumiałym urazem, powrót do ówczesnej Polski na stałe nie wchodził w grę.    
Smutna historia rodziny Jana i Marii była zapewne jedną z wielu, dotyczących nieodwracalnie rozbitych przez wojnę rodzin. Jan zmarł dość młodo (66 lat), najprawdopodobniej w wyniku dłuższej choroby, z którą się nie zdradzał.Ewa i Marysia były osobowościami pełnymi uroku i wdzięku. Marysia, niezwykle przyjazna i otwarta, do końca zachowała urodę. Na pogrzebie, na który poleciałem, podkreślał ją nawet w homilii - co rzadko zdarza w takich okolicznościach - ksiądz, który poznał ją krótko przed śmiercią; a miała wtedy już 96 lat.     
Los wyznaczył jednak inną kolejność - pierwsza zmarła Ewa, w wieku niewiele ponad 50 lat; przegrała z rakiem.     
    
Andrzej Krzysztoforski, "Historia Rodzinna", fragment książki, w przygotowaniu.    
    
Przypisy:    
(1) J. Pawlak - Absolwenci Szkoły Orląt 1925-1939; Retro-Art. W-wa, 2009 r.    
(2) Polskie eskadry w Wojnie Obronnej - Wrzesień 1939.    
(3) Własnoręcznie wypełniony Zeszyt Ewidencyjny 1035 (Polish Institute and Sikorski Museum, LOT A.IV).    
(4) Notatka odręczna z przebiegu służby Jana Krzysztoforskiego.    
(5) A. Węgłowski: W obozach Sikorskiego - "Tygodnik Powszechny", 2.5.2010 r.    
(6) Gen. Stanisław Maczek pracował jako barman, gen. Klemens Rudnicki zajmował się odnawianiem obrazów ...(Ks. A. Boniecki: Biskup na walizkach; Tygodnik Powszechny, Magazyn Literacki 29, 6.2.2011 r.)    
    
    
    
Twój komentarz:
Zdjęcie
    Lokalizacja
    Podgląd posta
    Powrót do tematówPowrót do wątku