miłośników polskiego lotnictwa
Pokaż punkty

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Temat: Poznański III/3 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 (2018-10-14,17:48)

Witam    
    
Po małej przerwie w wydawaniu książek z serii "Dywizjony Myśliwskie Września 1939" przystąpiłem do prac wykończeniowych nad "Poznańskim III/3 Dywizjonem Myśliwskim". Rękopis został zamknięty w 2008 roku, ale od tego czasu doszło sporo nowego materiału, którego część już naniosłem do "maszynopisu", ale jest jeszcze sporo do dołożenia. Ze względu na brak czasu przypuszczam, że prace będę mógł zakończyć w końcu 2018 lub nawet w 2019. Jeśli ktoś miałby jakieś ciekawe materiały do książki, może zdjęcia i chciałby je użyczyć proszę o kontakt mailowy. Tradycyjnie książka będzie zawierać omówienie historii dywizjonu w okresie pokojowym w latach 1921 - 1939 oraz okres wojny obronnej. Poniżej fragment książki.    
    
Cytat:
    
6września 1939    
O godz 6.00 rano, jak relacjonował ppor. Łuczyński w powietrze wystartowały dwa klucze:    
Wystartowaliśmy rano o 6-tej. Franek Jastrzębski ze swoim kluczem i ja ze swoim. Zdaje się mi się, że był ze mną pchor. Pudelewicz i kpr. Jasiński. Nasze zadanie: patrolowanie obronne pewnego odcinka Warty. Franek na wysokości 3000 m a ja na 5000 m.    
W kluczu ppor. Łuczyńskiego leciał pchor. Pudelewicz oraz kpr. Jasiński, a w kluczu kpt. Jastrzębskiego leciał prawdopodobnie kpr. pil. Kaziemierz Mazur oraz pchor. Stefan Wapniarek ( lub kpr. Kuik) . Wszystko wskazuje na to, że nieco po godzinie patrolowania oba klucze spotkały samotnego Dorniera Do 17 F1+ JA z Stabst./KG 76 dowodzonego przez mjr. von Lossberga, który wykonywał lot rozpoznawczy (start o godz. 5.38). Niemiecka załoga zameldowała, że o godz. 7.10 na zachód od Turka zaatakowało ją sześć myśliwców, które atakowały Dorniera aż do linii frontu, po czym zawróciły. O godzinie 8.10 trafiony 32 razy polskimi pociskami w statecznik, kadłub, skrzydłowy zbiornik paliwa i opony Dornier wylądował na lotnisku we Wrocławiu z rannym obserwatorem Olt. Gottfriedem Thilo. Niemcy zameldowali w swojej jednostce, że w tej walce zestrzelili trzy PZL P.24 ? dwa zestrzały zgłosił mechanik pokładowy ? Uffz. Günther i jedno radiowiec ? Gefr. Gauger. Niemieckie dowództwo potwierdziło potem dwa zestrzały .    
Z polskich źródeł można do starcie otwtorzyć w następujący sposób. Oba klucze - kpt. Jastrzębskiego i ppor. Łuczyńskiego ? natknęły się (być może początkowo jeden klucza, drugi został wezwany przez radio) na wschód od Koła i zaczęły gonić uciekającego w kierunku Kalisza (na płd. ? zach.) Dorniera. Niemiecka załoga obniżyła lot praktycznie do samej ziemii. Relację z tej walki tak przekazał kolegom w obozie jenieckim ppor. Paweł Łuczyński, którą zamieścił w swojej książce ?Lotnicy w bitwie nad Bzurą? płk. Adam Kurowski:    
?jednego z nich udało się dopędzić już nad terenem niemieckim. Całą trójką?[]?gonili Do 17, który uciekał ?esami? lotem koszącym, a oni lecąc w szerokim szyku, otwierali kolejno ogień, kiedy dornier przechodził przed nimi. W pewnym momencie, gdy strzelał do niego Łuczyński, dornier zaczął mocno dymić. Łuczyński przedłużając serię pochylił samolot w zakręcie i w tym momencie zawadził o czubek korony dużego drzewa. Dalelej nic nie pamiętał. Odzyskał przytomność, kiedy leżał już w jakimś domu w otoczeniu Niemców. Od nich dowiedział się , że uratował życie przypuszczalnie dlatego, że kiedy uderzył samolotem o ziemię, nie miał już silnika, który leżał w oldłegłości 300 m od płatowca. Przypuszczał więc, że podczas kolizji z drzewem nastąpiło złamanie się i urwanie jednej łopaty śmigła, a biorąc pod uwagę fakt, że silnik pracował na maksymalnej mocy, druga wirująca łopata, która pozostała przy silniku, spowodowała natychmiastowe jego wyrwanie z ramy i oddzielenie się od płatowca jeszcze w powietrzu, przed upadkiem samolotu na ziemi. .    
Paweł Łuczyński czasie wizyty we Wrzącej w 1992 roku opowiadał, że nie uderzył w drzewa, leczy łopa została odstrzelona niemiecką serią lub jego własnymi pociskami . Wystrzelenie pocisków pomimo pracy synchronizatora, przerywającego strzelanie, mogło być spowodowane starą zleżałą amunicją lub zbyt długą serią oddaną przez pilota, która przegrała komorę nabojową. Nagrzana komora mogła doprowadzić do samoodpalenia pocisków. Najbardziej prawdopodbna wydaje się wersja o ostrzeleniu łopaty przez niemieckiego strzeleca. Urwana łopata doprowadziła do wyrwania silnika, co uratowało pilotowi życie w czasie zderzenia z ziemią .    
Świadkowie zapamętali, że niemiecki samolot nadleciał od płn.-wsch. ostrzeliwany przez dwa polskie myśliwce. Po zdrzeniu z ziemią samolotu ppor. pil. Łuczyńskiego, drugoi pilot wykonał kilka okrążeń nad miejscem kraksy i odleciał .    
W wyniku pogoni za Dornierem kpr. pil. Kazimierz Mazur oraz pchor. pil. Stefan Wapniarek stracili orientację, gdzie się znajdują. Dlatego wylądowali w polu koło jakieś wsi i zorientowawszy się, gdzie są, bezpiecznie przylecieli z powrotem do Osieka Małego . Pudelewicz, Jasiński i Mazur po powrocie z tego lotu zameldowali, że Łuczyński podczas pościgu z niewiadomych przyczyn uderzył o ziemię , a podczas zderzenia z ziemią jego samolot rozsypał się na kawałki . Major Mümler przypisał ppor. Pawłowi Łuczyńskiemu zestrzelenie Dorniera Do 17. Być może pilot zgłosił zwycięstwo przez radio lub jego koledzy widzieli, jak ostrzelał nimiecki samolot i sądzili, że go zestrzelił. W dywizjonie przypuszczano, że Łuczyński zginął. Na szczęście pilot przeżył ten wypadek i po pewnym czasie odzyskał przytomność:    
Gdy wróciła mi przytomność w rozbitym samolocie na polach pod Wrzącą, miałem zupełny zanik pamięci, nawet nie wiedziałem, ze była wojna. Tylko oczy, właściwie tylko jedno oko, bo drugie było zamknięte, zaklejone krwią. Notuję obrazy i stwierdzam fakty ? tak dużo światła w kabinie i zamiast podłogi trawa ? ach! nie ma silnika! Po jakiś czasie doszedłem do wniosku, że się rozwaliłem. Zacząłem egzaminować siebie ? lewa ręka w porządku ? prawa też się rusza, nogi, lewa od kostki prawie 90° skręcona w prawo, prawa wydaje się w porządku. W umyśle cały czas pytanie ? skąd się tutaj wziąłem? Chcę wydostać się z rozbitej maszyny, ale wysiłki są bezskuteczne. Jestem zupełnie sam. Niesamowita cisza. Nie wiem ile czasu minęło. W pewnej chwili widzę scenę z moich wakacji w Chodzieży. Przyczepiłem się tego obrazu i stamtąd krok za krokiem staram się posunąć w czasie no i udało się. Wróciłem do Poznania. Mobilizacja! I tak doszedłem do tego ostatniego lotu? .     
Pawłem Łuczyńskim zaopiekowali się początkowo dwa miejscowi rolnicy Antoni Kazimierczak i jego sosiąd Pawlik, którzy z półtora kilometra widzieli upadek samolotu. Obaj wsiedli na rowery i pojechali na miejsce kraksy na pole należące do majątku Wrząca. Ostrożnie zbliżali się do miejsca wypadku, nie wiedząc, czy to samolot polski, czy niemiecki. Kiedy usłyszeli wołanie rannego po polsku podeszli do wraku i wyciągneli pilota, który miał złamaną prawą nogę, wybite zęby, pokaleczoną twarz oraz ogólne ciężkie potłuczenia zwłaszcza klatki piersiowej, poranione nogi i pokiereszowaną twarz.Wsadzili go na rower i zawieźli do gospodarstwa Franciszka Popłonikowskiego, który był w czasie I wojny sanitariuszem, a jego siostra Weronika którtko przed wybuchem wojny przeszła przeszkolenie sanitarne. Ranny pilot znalazł się w domostwie państwa Poponikowskich we wsi Wrząca. Pilot kazał ludziom zawiadomoć Niemców, że jest u nich rannych polski oficer . Następnego dnia - 7 września ? po pilota przyjechali Niemcy. Ich widok wywołał strach w domu Popłonikowskich. Jednak ku zdziwieniu wszystkich obecnych, żołnierze odnosili się do jeńca w sposób delikatny. Kazali nawet przenienieść pilota ostrożnie do samochodu, żeby nie sprawiać mu bólu .    
Rannego pilota niemieccy żołnierze odtransportowali do szpitala we Wrocławiu , a po wyleczeniu umieścil go jako jeńca w Oflagu w Colditz,, następnie w Oflagu II A w Prenzlau, a potem został przeniesiony do Oflagu II E w Neubranddnburg, gdzie doczekał końca wojny. Przed wzięciem do niewoli Paweł Łuczyński poprosił Popłonikowskich, żeby jak już Niemcy wezmą do niewoli, zakopali kilka jego rzeczy ? pas oficerski, pistolet, mapnik. Kilka dni później te depozty zabezpieczone szmatami, tawotem w drewnianej skrzyni zostały zakopane na polu Popłonikowskich, a zostały wydobyte 16 marca 2016 roku przez miłośnikow historii z oklic Sieradza i ekipę poszukiwawczą programu ?Było, nie minęło?. Pamiątki po pilocie znajdują się obcenie w Muzeum w Sieradzu. Pilot odwiedził rodzinę Popłonikowskich w 1989 roku.    



Łukasz Łydżba  [162.158.102.40]Dodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 5, strona 1 z 1

(5) Re: Poznański III/3 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 z dnia 2018-10-14, 17:48 :
Właśnie wróciłam od Cioci, która dzisiaj skończyła 94 lata... Opowiedziała historię swojej siostry Hanny Kowalskiej (Hanny Lapis "Dębczak" akokregkielce.pl/lapis-hanna-debczak.html), mojej babci, która jeszcze żyje, jednak ze względu na chorobę Alzheimera nie można juz z nią porozmawiać. Podobno babcia była skrycie zakochana w ppor. Łuczyńskim, ale czy się znali osobiście tego się już pewnie nie dowiemy. Pierwszy syn mojej babci otrzymał imię Paweł... Nutka romantyzmu w całej tej historii :)
Magda Kowalska[172.68.51.190]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(4) Re: Poznański III/3 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 z dnia 2018-07-11, 17:48 :
Dalsze fragmenty książki    
    
Cytat:
1 września 1939    
W pewnym momencie jeden z Messerschmitów znalazł się z tyłu za pchor. pil. Janem Pudelewiczem. Mirosław Nowak tak relacjonował, to co słyszał od kolegów z klucza 132. EM:    
Po tym pierwszym ataku były już tylko oddzielne pojedynki, w efekcie których zestrzelił następnego Me-109 Jasiński osłaniając Pudelewicza .    
Świadkami tego etapu walki powietrznej byli ułani z Podolskiej Brygady Kawalerii stacjonujący w lasach rejonie miejscowości Wagowo ? Czachurki. Ppor. Leon Sapieha z 9. Pułku Ułanów widział walkę z leśniczówki Jezierce:    
Czytanie przerywa mi nagły warkot samolotów i nim zdążyliśmy ukryć się pod drzewami, bliziutko nas i tuż nad drzewami przelatują dwa samoloty na których rozpoznajemy polskie znaki. W parę minut potem znów słyszymy czyjś krzyk: - ?Biją się! O, tam w górze! ? Wszyscy kierują wzrok we wskazaną stronę i wysoko w kierunku północno-wschodnim dostrzegamy krążące samoloty. Po chwili ucho wyłapuje narastający i opadający warkot silników. Trudno zorientować się które z czterech kręcących się w kółko samolotów nasze a które niemieckie bo są za daleko. Z zapartym oddechem śledzimy ich ewolucje nie rozumiejąc ani ich taktyki ani celowości ich ruchów. Chwilami wydaje mi się, że słyszę jak gdyby krótkie salwy z broni maszynowej. Nagle jeden z samolotów, który właśnie zaczął wspinać się znowu do góry z pętli którą zrobił, gwałtownie zmienił kierunek i zaczął ostro obniżać lot i buchnęła za nim smuga dymu...Jeszcze nim znikł nam z oczu za murem otaczającego nas lasu widać było jak wpadł w pionowy korkociąg. Z przyglądającego się tłumu żołnierzy poszło jakby zbiorowe westchnienie i cisza prysła ? ?Nasi zestrzelili, nasi!... ?A kto wie czyj??...Jak to, nie widziałeś?? ? przekrzykiwali się jeden przez drugiego ułani. Nie wiem na pewno. Może i był niemiecki, bo z trzech pozostałych jeden dał nura i zaczął oddalać się szybko a nam wydawało się, że pozostałe dwa, które przez chwilę krążyły daleko nad lasem podobne z kształtu do tych dwóch co przedtem przeleciały tuż nad nami.    
Celna seria kpr. pil. Adama Jasińskiego zabiła lub śmiertelnie raniła niemieckiego pilota, który znalazł się na ogonie ?jedenastki? pchor. pil. Jana Pudelewicza . Trafiony Messerschmitt spadł 2-3 km na płd. od leśniczówki Jezierce.....
    
    
Cytat:
    
2 września 1939    
Również ppor. Włodzimierz Gedymin wystartował sam do swojego trzeciego startu alarmowego mniej więcej w tym samym czasiem, co klucz ppor. Kosteckiego (ok. 11.00). Z pracującym na pełnej mocy silnikiem ppor. Gedymin zakończył wznoszenie na 2000 m w pobliżu Kórnika. Początkowo nie zobaczył żadnego wrogiego samolotu, więc kursem 300 stopni zawrócił na lotnisko. Po krótkiej chwili zobaczył lecący prawie równolegle na lewo od siebie kursem 120 stopni niemiecki samolot Dornier Do 17. Polski pilot miał za plecami słońce, co uczyniło go nie widocznym dla niemieckiej załogi. Po sekundzie namysłu zrezygnował z zaatakowania Dorniera od przodu. Gedymin dał gaz i wykonał podciągany zakręt, dzięki czemu zaczął się wznosić w zakręcie. Sylwetka niemieckiego samolotu zniknęła pod kadłubem P.11c. Pilot wiedział, że nawet, jeśli niemiecka załoga będzie próbowała uciec lotem nurkowym, to dzięki przewadze wysokości dogoni ją. Kiedy po kilkunastu sekundach wskazówka busoli zatrzymała się na 120 stopniach pilot wyrównał swojego myśliwca. Wychyliwszy się przez lewą burtę stwierdził, że Do 17 jest pod nim jakieś 300 m niżej. Dalej pilot zrelacjonował:    
"Spokojnie odbezpieczam spusty kaemów, redukuję nieco gaz i oddaję drążek sterowy. Dornier na chwilę ginie, ale już go ma w kółku celownika. Odruchowo poprawiam się w fotelu. Trzymają się nieco z boku Dorniera, aby wykorzystać martwe pole strzelca tylnego ,zbliżam się do celu. Przeżywam moment wielkiej emocji. Oto za chwilę po raz pierwszy w życiu otworzę ogień do prawdziwego samolotu, a nie do holowanego nad poligonem rękawa. Będę do niego strzelał nie z fotokarabinu, ale dwóch prawdziwych kaemów naładowanych ostrą amunicją. W samolocie jest załoga składająca się z 4 żywych ludzi, takich jak ja?[ ]? Spokojnie - powtarzam sobie w myśli - tylko nie spudłować, mam świetną pozycję do ataku. Zbliżam się do Niemca z dużą prędkością. Naciskam spust kaemów. Oddaję długą serię. Widzę, jak smugi zapalających pocisków dwóch zbieżnie ustawionych kaemów obramowują Dorniera.     
Dobrze jest ? powtarzam.    
Nie patrzę na celownik, korygując ogień smugami pocisków. Prędkość przekracza 400 km/godz. Zbliżam się coraz szybciej do Niemca okładając go długimi seriami. Dornier nie odpowiada. Nie wiem, czy strzelec zagapił się, czy też zabiłem go. Jestem już bardzo blisko Niemca. Przerywam ogień, wpadam pod Dorniera, czuję, jak wiry powietrzne targają moją ?jedenastką?. Jestem już pod Dornierem. Rysuje się on na tle nieba. Wykorzystując dużą prędkość rozpędzonego samolotu, zadzieram go w górę częstując Niemca długą serią. Jestem bardzo blisko niego. Niecałe 100 metrów. W tym momencie, gdy macam go po brzuchu, od samolotu odrywa się jakaś rama nie rama, krata nie krata i leci na ziemię.     
Co to może być? ? zastanawiam się.     
Nagły przebłysk uświadamia ? to pewnie osłona kabiny.    
Czyżby Niemcy mieli zamiar skakać? Czyżby samolot był już zestrzelony?    
Tak, to prawda. Dornier wchodzi w skręt w prawo. Szykuję się do nowego ataku, ale to już zbędne. Z kabiny wyskakuje załoga. Liczę ich. Jeden, drugi, trzeci, czwarty. Wszyscy. Opuszczony samolot kręcąc łagodnie spiralę schodzi do ziemi. W powietrzu nie mam już przeciwnika. Przyglądam się niczym kinowy widz pokonanym wrogom. Na tle lasu wykwitają trzy czasze spadochronów. A czwarty leci w dół z rozstawionymi nogami. Albo zapomniał zabrać spadochronu, albo mu się nie otworzył. Przez ułamek sekundy żałuję go, że za nim się zabije, podrapie sobie twarz o gałęzie lasu, na który nieuchronnie rąbnie.     
A co się dziej z Dornierem? Dalej łagodną spiralą schodzi do ziemi. Zastanawiam się, dlaczego załoga tak szybko go opuściła. Trudno sobie wyobrazić, abym mu jednocześnie uszkodził dwa silniki. Zresztą mógłby w tym wypadku usiłować lądować. W zbiornik też nie trafiłem, bo się nie pali. Możliwe, że uszkodziłem mu ster, co uniemożliwiło pilotowi wyprowadzenie samolotu ze skrętu. Dornier dochodzi tymczasem do ziemi. Z całej siły bije w las. Nad koronami drzew wykwita potężny grzyb dymu?[ ]? Czarny kłąb dymu długo się unosi nad lasem. Jeszcze jakiś czas krążę, po czym wracam na lotnisko?[ ]?podczas powrotu na lotnisko wystrzelił mi kilka razy jeden z kaemów.?    
W trakcie lotu ppor. Gedymin przez radio powiadomił Dzierżnicę o swoim sukcesie, a po lądowaniu poinformował personel zasadzki o uzyskanym zwycięstwie, co wywołało radość pilotów i techników. Potem obejrzał samolot z rusznikarzem Kargolem i wtedy zobaczył, że jeden z tych samoczynnych strzałów zrobił dziurę w śmigle, które powinno być wymienione. Po obejrzeniu samolotu Kargol i Gedymin stwierdzili, że przyczyną tych strzałów to, że pilot strzelał długimi seriami. To rozgrzało komorę nabojową i nastąpił samozapłon kilku nabojów. Podporucznik Gedymin postanowił w przyszłości strzelać krótkimi seriami, z powodu wojny i braku nowego śmigła ppor. Gedymim postawił jednak w razie alarmu startować z przestrzeloną łopatą. Lotnik dowiedział się też, że po stracie koło lotniska przeleciał samolot, na który go ?poderwano? alarmowo. Gedymin doszedł więc, do wniosku, że zestrzelił przypadkowy samolot, a nie na ten przeciwko, któremu startował. Zestrzelonym samolotem był Dornier Do 17F-2 (W.Nr 1048, 7A+GK) z jednostki 2.(F)/121, który spadł koło wsi Mieczewo (niedaleko Złotnik). W skład załogi samolotu niemieckiego wchodzili: pil. Uffz. Emil Armborst, obs. Uffz. Wilhelm Henningsen oraz radiotelegrafista Gefr. Werner Gernst. Podczas powrotu na lotnisko w Schönfeld/Crössinsee w pobliżu Poznania po ataku P.11c z ppor. Gedyminem około godz. 11.45 niemiecka załoga została zestrzelona. Pilot Dorniera Uffz. Emil Armborst i obs. Uffz. Wilhelm Henningsen dostali się do niewoli, a Gefr. Werner Gernst zginął w szczątkach samolotu, być może trafiony wcześniej polskimi pociskami. Niemiecki lotnik został początkowo pochowany koło samolotu, a potem Niemcy ekshumowali jego ciało, a wrak samolotu usunęli.
Łukasz Łydżba[162.158.103.71]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(3) Re: Poznański III/3 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 z dnia 2018-07-09, 17:28 :
Fragmenty książki    
    
Cytat:
W latach 1925-26 ze względu na zły stan techniczny wyeksploatowanych samolotów Fokker D.VII do 13. EM przydzielono kilka Albatrosów D.III (Oeffag). W przeciwieństwie do stanu samolotów w połowie lat dwudziestych zaczęła się poprawiać sytuacja bytowa i lokalowa kadry V Dyonu Myśliwskliego. W wyniku prac budowlanych od 1924 roku aż do końca lat 20.-tych postawiono dwa bloki koszarowe, sześć murowanych hangarów, blok mieszkalny dla podoficerów, a całe lotnisko otoczono płotem drucianym itp. Został również zniwelowany pas startowy, co uczyniło go lepszym do lotów zwłaszcza w okresach deszczowych, przejścia wiosenno-zimowego, kiedy stary pas bywał niezdatny do użytku z powodu podmoknięcia. Dyon myśliwski otrzymał hangar dla swoich samolotów. To poprawiło komfort pracy mechaników lotniczych i żołnierzy.
    
    
Cytat:
W pierwszej połowie sierpnia 1927 roku 112. EM eskadra uczestniczyła w ćwiczeniach w Baryczu. Eskadra współpracowała tam z wojskami naziemnymi. W czasie tych ćwiczeń w dniu 9 sierpnia por. pil. Jan Koźmiński uszkodził Spada 61 C1 w wyniku kapotażu podczas lądowaniu na polu ze skoszonym zbożem koło Staropola. Maszyna miała uszkodzony statecznik pionowy oraz prawy górny płat. Natomiast 111. EM - od 1 do 17 sierpnia ? brała udział w ćwiczeniach wojsk lądowych na terenie województwa łódzkiego. Za dobre wyniki we współpracy z wojskami lądowymi pomimo złej pogody 111. EM została pochwalona przez gen. Małachowskiego w specjalnym rozkazie. Od tego roku ćwiczenia z wojskami lądowymi i ?szkoły ognia? weszły na stałe do procesu szkolenia poznańskiego dyonu myśliwskiego i były powtarzane, co rok.
    
    
Cytat:
W dniu 8 sierpnia 1929 roku podczas treningowej walki powietrznej nastąpiło zderzenie dwóch Spadów 61 C1 ze 131. EM. Pilot por. Eugeniusz Sączewski wyskoczył ze Spada nr 1.255 na spadochronie, a sierż. pil. Walenty Biskup wylądował na uszkodzonym samolocie. Latem w 3. PL w związku z brakami pilotów w eskadrach myśliwskich ogłoszono, że oficerowie i podoficerowie, lotnicy z eskadr liniowych, mogli przejść przeszkolenie na myśliwcach w eskadrach myśliwskich. W związku z tym we wrześniu 1929 roku do 131. EM przydzielono na szkolenie dwóch takich ochotników ? plut. Poprawskiego z 35. EL orz kpr. Jarnutowskiego. W październiku 1929 roku dowództwo nad 132. EM objął por. pil. Mieczysław Mümler, który dowodził nią do 1937 roku. W końcu października 1929 eskadry myśliwskie uczestniczyły wraz z innymi eskadrami 3. PL w strzelaniu do tarcz na poligonie w Biedrusku. W czasie tych ćwiczeń każdy pilot eskadry mógł wystrzelać 250 pocisków z karabinów maszynowych swojego samolotu.
    
    
Cytat:
W dniu 2 kwietnia 1931 roku podczas lądowania PWS 10 nr II, pilotowanego przez ppor. Andrzeja Włodarkiewicza ze 131. EM, spadła opona z lewego koła i samolot skapotował. Maszyna nadawała się tylko do remontu fabrycznego. Do podobnego wypadku doszło kilkanaście dni później. W dniu 20 kwietnia 1931 roku w prototypie PWS-a 10 nr I, pilotowanym przez por. Tadeusza Stefanickiego ze 132. EM, podczas lądowania pękła dętka, a samolot skapotował. Pilot ocalał, a samolot został poważnie uszkodzony. Wraz z nadejściem wiosny i lata znów zwiększyła się liczba lotów poznańskich myśliwców. Przykładowo w czerwcu 1931 roku lotnicy 132. EM wykonali 252 loty miejscowe w czasie 156 godz. 20 minut i 11 przelotów w czasie 23 godzin. Odnotowano przy tym jeden ciężko uszkodzony samolot. W ciągu lipca 1931 roku ta sama eskadra wykonała 91 lotów w czasie 32 godz. 15 minut. Nie odnotowano przy tym uszkodzeń myśliwców, czy przymusowych lądowań. Natomiast personel lotniczy 131. EM w lipcu 1931 roku wykonał 33 loty miejscowe w czasie 12 godz. 5 minunt, a w sierpniu już 104 loty miejscowe w czasie 43 godz. 45 minut oraz 21 przelotów w czasie 30 godz. 15 minut. W czasie sierpniowych lotów lotnicy tej eskadry ciężko uszkodzili 2 myśliwce.
    
    
Cytat:
W dniu 29 maja 1934 roku miał miejsce dość niecodzienny wypadek. Pilot dyonu kpr. pil. Julian Maciejewski ze 133. EM został wyznaczony do przetransportowania PWS-a 10 nr 5.43 z Poznania do Lotniczej Szkoły Strzelania i Bombardowania w Grudziądzu. Podczas lotu pilot postanowił popisać się akrobacjami nad Kostrzyniem (Wielkopolskim). W czasie wykonywania ewolucji na niskiej wysokości pilot uderzył samolotem w płot targowiska miejskiego. Myśliwiec został zniszczony, a sam pilot ciężko ranny. Kilka dni później - 6 czerwca 1934 roku - kpt. pil. Eugeniusz Sączewski z 133. EM musiał przymusowo wylądować poza lotniskiem na PWS-ie nr 5.54 z powodu awarii silnika, przy czym myśliwiec został poważnie uszkodzony.
    
    
Cytat:
W dniach od 1 do 8 sierpnia 1935 III/3 Dywizjon Myśliwski ? wraz z trzema swoimi eskadrami 131. EM, 132. EM, 133. EM - uczestniczył w koncentracji eskadr w Warszawie. W stolicy znalazło się nieco ponad 200 samolotów z kilku pułków lotniczych ? 1., 2., 3., 4., i 6. W dniu 3 sierpnia III/3 Dyon Myśliwski wraz z innymi eskadrami myśliwskimi brała udział w skutecznym odparciu nalotu na stolicę przeprowadzonego przez eskadry latające na Fokkerach F.VII/3m, Breguetach XIX itp. W czasie tych ćwiczeń doszło do kilku wypadków, które przyniosły uszkodzenie paru maszyn dyonu. Co ciekawe większość nie była spowodowane przez pilotów poznańskiego dyonu. Już po przybyciu do Warszawy w dniu 2 sierpnia po lądowaniu piloci kołowali ?siódemkami? na wyznaczone miejsca postoju. Wtedy PZL P.7a nr 6.38 ze 131. EM zatrzymał się na płycie lotniska tuż po zakończeniu dobiegu z powodu przerwania pracy silnika. Dziesięć minut później do lądowania podchodziło 5 P.7a ze 142. EM z Torunia. Podczas kołowania kpr. pil. Władysław Gnyś ze 142. EM kołując za kolegami nie zauważył stojącej ?siódemki? z 3. PL i uderzył w nią prawym płatem swego samolotu. Obie maszyny zostały tylko lekko uszkodzone. Natomiast 3 września w wyniku nieuwagi pilota z krakowskiej 122. EM sierż. pil. Kazimierza Konopki ucierpiała kolejna ?siódemka? (nr 6.38) ze 131. EM. Podczas kołowania sierż. Konopka nie zauważył poznańskiej PZL-ki i zderzył się swoją ?siódemką? z poznańską maszyną. Oba samoloty zostały uszkodzone w stopniu średnim. W czasie dalszych ćwiczeń 7 sierpnia doszło do wypadku z udziałem dwóch lotników 132. EM. Podczas startu do defilady powietrznej zderzyły się dwie P.7a. Lecący na P.7 a nr 6.34 por. pil. Tadeusz Siewierski za PZL-em P.7a nr 6.36 pilotowanym przez dowódcę 132. EM kpt. pil. Mieczysława Mümlera został podrzucony przez strumień powietrza i zaczepił prawym płatem o statecznik samolotu Mümlera. ?Siódemka? Siewierskiego nie odniosła większych uszkodzeń i kontynuował on lot, a kpt. Mümler z powodu uszkodzenia swojej maszyny wylądował na Okęciu.
    
    
Cytat:
W dniu 23 listopada 1936 podczas ćwiczeń, klucz P.11c ze 132. EM atakował w czasie treningowej walki powietrznej grupę Potezów XXV z 42. EL z 4. PL z Torunia. W czasie symulowanego ataku czołowego kpr. pil. Czesław Matuszak na P.11c nr 8.19, chcąc osiągnąć jak największą liczbę trafień na fotokaemie, niechcący uderzył w Poteza pilotowanego przez ppor. Jerzego Appencellera. W zderzeniu ?jedenastka? uszkodziła lewe dolne skrzydło Poteza. W P.11c zostało uszkodzone prawe skrzydło i zostały zablokowane lotki tego skrzydła. Samolot przeszedł prawą spiralą w nurkowanie, pilot kpr. Matuszak wyskoczył na spadochronie, a samolot rozbił się. Pilot Poteza powoli zaczął schodzić łagodną spiralą do ziemi, a na wysokości ok. 800 m kazał wyskoczyć por. obs. Tadeuszowi Stankiewiczowi, co ten zrobił. Niestety pilot Poteza ppor. Jezrzy Appenceller z 42. EL nie zdążył się uratować, ponieważ na wysokości 250 m samolot przeszedł w gwałtowne nurkowanie i runął na ziemię. Pilot zginął.    
Zimą 1936/37 roku grupa pilotów III/3 Dyonu Myśliwskiego została wysłana na kurs narciarski w Worochowie. Po powrocie z turnusu jeszcze tej samej zimy, klucze 132. EM brały udział w ćwiczeniach zimowych, na których współpracowały z pododdziałami wojsk lądowych. W czasie jednego z zimowych lotów treningowych w 133. EM doszło do groźnego incydentu. W dniu 22 stycznia por. pil. Tadeusz Siewierski najpierw strzelał do rękawa ?H? holowanego przez inny samolot, a następnie zgodnie z planem lotu zaczął wykonywać na ?siódemce? (nr 6.105) figury wyższego pilotażu. W trakcie wykonywania beczki pilot zorientował się, że fotel, na którym siedzi, znacznie obniżył się, a belka podtrzymująca sterownicę cofnęła się do tyłu powodując rozłączenie się łożyska tylnego wałka poziomego sterowania. Pomimo tego uszkodzenia por. Siewierski zdołał sterować samolotem pomagając sobie statecznikiem i ostatecznie wylądował nie uszkadzając myśliwca. Oględziny PZL-a po locie wykazały konieczność wzmocnienia zamocowania fotela pilota, który stanowił jeden ze słabszych punktów konstrukcji w ?siódemkach?.    
    
    
Cytat:
W dniu 17 czerwca III/3 Dyon Myśliwski wziął udział w paradzie lotniczej nad centrum Poznania mającej uświetnić otwarcie Domu Żołnierza. W paradnym szyku nad ulicą Św. Marcina przeleciało 249 PZL P.11c. Dyon prowadził mjr Mieczysław Mümler. Po jego lewej stronie leciał kpt. pil. Franciszek Jastrzębski ze 132. EM, a po prawej stronie kpt. pil. Jerzy Zaremba ze 131. EM. W następnym dniu 18 czerwca 1939 roku podczas pokazowej walki powietrznej przy wielotysięcznej publiczności zgromadzonej na lotnisku Ławica doszło do wypadku lotniczego. Po stracie dwa P.11c pilotowane przez por. pil. Wiktora Szmulewskiego i kpr. pil. Adama Wawrzyńca Jasińskiego przeprowadziły, zgodnie z wcześniej ustalonym planem, pozorowany atak z przewyższenia na jednego PZL P.23B. To, co się wydarzyło dalej zrelacjonował Leon Skarbecki:     
Widzę jak bombowiec Karaś leci, a oni z góry, najprzód Szmulewski atakował, a Jasiński odchodził (po pozorowanym ataku ? przypis autora)?Ten (Szmulewski ? przypis autora) nie czekał (na swoją kolejkę do ataku ? przypis autora) rychło ten będzie, tylko od spodu tak mu wszedł (w P.11 kpr. Jasińskiego ? przypis autora), przebił, przeciął mu zbiornik, benzyna się wylała, a ja do szefa (podoficera administracyjnego eskadry ? przypis autora) mówię - ?Bo się zabiją??Teraz patrzę, który skoczy. Szmulewski nie wyskoczył, tylko Jasiński wyskoczył, a jak przyszedł, to (szef eskadry? przypis autora) powiedział ??Taki doświadczony pilot i taki gruby błąd zrobił?. Szmulewski (uderzył ? przypis autora) w Jasińskiego, nie poczekał aż odejdzie (po ataku ? przypis autora), chciał pokazać może przy pannie, nie wiem tego, jakieś 100 m od dowództwa (budynku dowództwa ? przypis autora) wleciał w żyto.
    
    
Łukasz Łydżba[162.158.103.71]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(2) Re: Poznański III/3 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 z dnia 2018-06-07, 10:40 :
Przeczytałem ostatnio spojrzenie ze strony agresora o tamtych tragicznych dniach, moim zdaniem mocno kontrowersyjne wydanie, ale warto przeczytać co o nas sadzili agresorzy

Henryk Juszczak[172.69.190.10]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(1) Re: Poznański III/3 Dywizjon Myśliwski - Dywizjony Myśliwskie Września 1939 z dnia 2018-05-29, 14:25 :
Bardzo dobra wiadomość. Trzymam kciuki.    
Odzywaj się jak postępy i kiedy drukujesz.    
Pozdrawiam
Mateo
[162.158.103.65]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 5, strona 1 z 1

Powrót do tematów Powrót do Myśliwców