miłośników polskiego lotnictwa
Pokaż punkty

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Temat: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków (2018-11-08,21:44)

Stałem się historykiem z przypadku. Porządkując książki po zmarłej teściowej trafiłem na informację, że w Jeleniej Górze, gdzie mieszkam, zamordowano czterech pilotów w ramach obławy za uciekinierami z tzw. Wielkiej Ucieczki.    
Na kanwie tych spektakularnych wydarzeń nakręcono znany film (tzw. duży format).    
Bulwersuje mnie, że mieszkańcy Jeleniej Góry nie mają o tym żadnego pojęcia. Ja mieszkając tu od 57 lat dowiedziałem się przypadkowo. Z owej czwórki dwóch to Polacy:    
kpt. Pawluk Kazimierz    
por. Kiewnarski Antoni    
Okazuje się, że wśród 76 skutecznie zbiegłych, było łącznie 6-ciu Polaków, Amerykanów nie było (filmowa fikcja).    
por. Król Stanisław - Jego biografia jest zamieszczona     
por. Kolanowski Włodzimierz    
por. Mondszajn Jerzy ( Mondschein ?)    
por. Tobolski Paweł (lub Piotr)    
Jako Polacy zostali wymienieni na liście zamordowanych 50-ciu j e ń c ó w w procesie w Norymberdze, co stanowiło przełom tego procesu i złamanie buty Goeringa.    
Bulwersuje mnie ignorancja lokalnych "historyków" - modne jest poszukiwanie niemieckich ciekawostek w Jeleniej Górze np. Hanna Reitsch tu się urodziła. A o sprawiedliwych się nie wie.    
    
    
    
    

Lech ŚmiarowskiDodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 121, strona 1 z 13
«  -  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  -  »

(121) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-11-08, 21:44 :
Pozdrawiam,    
Wiesiek
W.G
[198.41.242.58]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(120) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-11-08, 01:57 :
..    
    
Widać edytory tekstu (zmieniłem komputer) są niekompatybilne.    
    
Jeszcze raz.    
    
Rosjan trzymać najdalej, jak tylko się da, od dawnych granic Rzeszy". Hitler nie aprobował tego nastawienia. Dawał do zrozumienia, że bardziej boi się władzy Żydów u Amerykanów niż władzy bolszewików."    
/Koniec cytatu; str. 372/    
    
W sierpniu 44 Hitler mniej bał się bolszewików niż Amerykanów. Musiały być jakieś dobrze rokujące próby porozumienia ze Stalinem, skoro miał takie przekonanie.    
    
Eugeniusz Guz w książce "Sojusz Hitler-Stalin, błędy i przeoczenia historyków" zamieszcza cały rozdział pn. "Oferta kapitulacyjna Goebbelsa dla Stalina", obejmuje właśnie ten okres.    
    
We wrześniu 44 Goebbels w swych osobistych notatkach zamieszcza kilkunastostronicowy memoriał na temat separatystycznego pokoju z Rosjanami. E. Guz cytuje go: "Sądzę, że w tej chwili sondaż w kierunku zachodnim będzie mniej obiecujący, aczkolwiek wydawać by się mogło, że tam właśnie należałoby szukać logicznego rozwiązania konfliktu. Historia jednak nie rozwija się logicznie."    
Następnie Goebbels uzasadnia logicznie, że Stalin w odróżnieniu od Churchilla nie musi się liczyć z opinią społeczną puszczając w niepamięć straty i cierpienia. Notuje: "Fakty dowodzą, że Sowieci, umiejąc wykorzystać właściwy moment, planowo realizują cele polityczne oparte na sile."    
Wyłuszcza dalej, że Japonia gorąco przyklasnęłaby takiemu rozwiązaniu, a państwa zachodnie byłyby bez Rosji bardziej skłonne do negocjacji. "Nie oznaczałoby wprawdzie zwycięstwa o jakim marzyliśmy w 1941 r.. Mimo wszystko byłoby to największe zwycięstwo w historii Niemiec." - Zanotował.    
    
Hitler zapoznał się z poglądem Goebbelsa, ale nie uzewnętrznił zainteresowania, bo to on trzymał wszystkie nitki i nie wtajemniczał swych funkcjonariuszy we wszystko. Mocno nielubiany przez Goebbelsa Ribbentrop nadal sprawował urząd, Mołotow także. Hitler zręcznie manipulował ludźmi, to była jego siła... Zlecając zagładę Warszawy namiętnemu ludobójcy Himmlerowi, czynił ukłon w stronę Stalina. Wiedział, że szczerze nienawidzi on Polaków i ich stolicy za klęskę z 1920 r.. Liczył i się nie przeliczył, że zatrzyma tym sposobem Rosjan pod Warszawą, co mu da czas na przygotowanie ofensywy w Ardenach i powtórkę Dunkierki...    
    
Genialne posunięcie, rabując miasto, zatrzymał Rosjan.    
Lech Śmiarowski
[172.69.190.52]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(119) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-11-08, 01:49 :
..    
    
Coś poszło nie tak, ucięło część tekstu. Ale rysunek "gender 1939" przeszedł.    
    
Dalszy tekst, przerwany w trakcie cytatu N. Belowa brzmi następująco:    
    
">Rosjan trzymać najdalej, jak tylko się da, od dawnych granic Rzeszy
Lech Śmiarowski
[172.69.190.10]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(118) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-11-08, 01:33 :
..    
    
"Powstanie musiało wybuchnąć tak jak musiały wybuchnąć wcześniejsze zrywy niepodległościowe - powtarzam słowa Jana Kasprzyka, bo są ważne, bo to jest punkt, bez którego nie da się uczciwie przeanalizować tego zdarzenia. Musiało = słowo kluczowe.    
    
Instalowana na tym obszarze stalinowska administracja w postaci PKWN nie potrafiła przejąć przywództwa nad warszawiakami, gdyż nie miała autorytetu, reprezentowała Stalina. Zbrodniarza który 28 września 1939 r. na gruzach rozszarpanej Polski wznosił toasty za zdrowie Hitlera i zacieśniał z nim przyjaźń... Ta przyjaźń zaowocowała zbrodnią katyńską, w niej zginęli - wspominałem już - piloci polscy, koledzy majora Kiewnarskiego.    
    
Warszawiacy walczyli o wolność, o swoje miasto, o zasady sformułowane choćby w Karcie Atlantyckiej... Natomiast zdziczenie Niemców w obliczu klęski przybierało na sile. Mieszkańcy Warszawy stwarzali problemy i represje były nieuniknione. Twierdza warszawska zostałaby zniszczona wraz z ludnością. Na wschodzie Niemcy nie mieli żadnych zahamowań. "Żale", że swą nieodpowiedzialnością warszawiacy doprowadzili do katastrofy, jest antypolskim bełkotem... Zmasakrowano milionowe miasto w środku Europy, więc wszystkim jest głupio, najlepiej gdyby Polacy byli sami winni. Wiadomo, na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą.    
Warszawiacy nie mieli przed sobą dobrego rozwiązania, kontynuowano walkę z roku 1939. Mieli wybór między dżumą a cholerą. Wystarczy przywołać przykład ludności neutralnej Holandii, która wymagała pomocy żywnościowej, tzw. "Operacja Manna". A to był Zachód.    
    
Major Antoni Kiewnarski, gdyby nie został zamordowany, mógłby napisać wspomnienia adiutanta Władysława Sikorskiego, tak jak to zrobił Nicolaus v. Below adiutant Hitlera. Below został ranny w trakcie zamachu 20 lipca i musiał się kurować. Tak wspomina ten okres, podczas gdy Himmler tłumił powstanie w Warszawie:    
" Parę razy Hitler mnie odwiedził. Uchwycił się teraz kurczowo nowego planu. Świeżo sformowanymi dywizjami pancernymi i nowymi jednostkami lotnictwa myśliwskiego chciał poprowadzić zakrojoną na wielką skalę ofensywę na zachodzie. Zapytałem go zaraz, czemu nie skoncentruje wszystkich sił przeciwko Rosjanom, i otrzymałem odpowiedź, że Rosjan może zaatakować w terminie późniejszym [...]. Nie rozumiałem nastawienia Hitlera. I sądzę, że nie było wówczas w Niemczech nikogo, kto by potrafił plan Hitlera zrozumieć. Wszyscy przecież myśleliśmy wtedy już tylko tak: >Przede wszystkim wpuścić Amis do kraju, a Rosjan trzymać najdalej, jak tylko się da, od dawnych granic Rzeszy

Lech Śmiarowski
[172.69.190.10]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(117) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-09-23, 20:32 :
    
    
Ależ nie ma za co Panie Wieśku!    
Cała przyjemność po mojej stronie. Piszę niezbyt często, bo nie ma pośpiechu, mam też sporo innej pracy, np. rozczytanie biblioteczki pani Zofii Piotrowskiej. A tu choćby taki problem: w książce Aleksandra Josilewicza "Ci, co pokonali śmierć" wydanej w1965r. (tłumaczenie z rosyjskiego, wspomnienia więźnia Mauthausen), widnieje odręczna adnotacja pani Zofii: "Szkoda czytać! Propaganda! - Czyli, że to makulatura. Jednakże odręczne notatki czynią z tej pozycji pamiątkę...    
    
Wolnościowy zryw warszawiaków z roku 44, to - śmiem twierdzić - najznamienitsza karta w historii Polski, której syntetyczne przesłanie można wyrazić zdaniem: łatwiej Polaków zabić niż zniewolić... Na ołtarzu wolności - patetycznie mówiąc - złożono ofiarę z dwustu tys. istnień. Jej mistyczny wymiar żywo porusza kolejne pokolenia.     
    
Narracja głosząca, że warszawiacy sami sobie są winni jest podłym zaprzaństwem. To jest zamienianie kata z ofiarą. Jakież kalumnie by płynęły z tychże źródeł, gdyby mieszkańcy Warszawy dali się zapędzić do fortyfikowania miasta przeciw Rosjanom? Wówczas miasto również poniosłoby potężne ofiary, jak choćby Wrocław - też został zburzony.    
    
Heinc Friedrich Reinefarth, generał SS, gładki karierowicz, wykształcony prawnik z mieszczańskiej rodziny, protegowany H. Himmlera skierowany został przez niego do rozprawy z powstańcami. Zasłynął zdaniem (5 sierpnia) skierowanym do przełożonych: "Co mam robić z cywilami? Mam mniej amunicji niż jeńców." Zapytany o straty nieprzyjaciela odparł: "Razem z rozstrzelanymi ponad 10 tysięcy." (cyt. z "Sprawa Reinefarha" Philipp Marti).    
    
Generał Nikolaus von Vormann, w którego dzienniku bojowym odnotowano tę rozmowę, poradził, by ogłosić mieszkańcom, niech opuszczą miasto, bo "Furer mi powiedział, że milion ludzi może mu się jeszcze przydać"... Można by uznać generała za dobroczyńcę, gdyż odradzał rozstrzeliwania wywlekanych z domów bezbronnych cywili. No to opisany we wcześniejszym wpisie pan Leszkiewicz skorzystał z możliwości opuszczenia miasta i zdał się na opiekę wojska. - Został zagłodzony, następnie, jako bezużyteczny, zakatowany w cegielni, bo taka była procedura. - Biciem sprawdzano, czy niewolnik może jeszcze pracować.    
    
Z wojskowego punktu widzenia zużywanie środków wojennych na niszczenie miasta, mordowanie cywili było nonsensem. Jednakże, gdy skojarzyć informację, że hitlerowcy próbowali jakoś ułożyć się z Rosjanami (drugi front), wówczas masakrowanie Warszawy układa się w spójną politycznie całość. Przecież obowiązujący trzy lata wcześniej układ Ribbentrop-Mołotow, w swym fundamencie zawierał zniszczenie Polski, tego bękarta wersalskiego, jak nas określał Mołotow. Niszcząc Warszawę, to jądro zła w ich rozumieniu, Hitler starał się powiedzieć: oprócz różnic są sprawy wspólne, Polska klasa przywódcza, nie uchylam się od ich realizacji... Bunty przeciw hitlerowcom miały miejsce w rożnych miejscach okupowanej Europy, jednak ludobójstwo na taką skalę i odwetowe zniszczenia dokonano tylko w Warszawie.    
    
Notabene, Dymitr Kraminow, korespondent wojenny we wspomnieniowej książce "Drugi front" na str. 154 wspomina: "Antwerpię uwolniły dnia następnego oddziały wewnętrznego ruchu oporu. Partyzanci otoczyli garnizon niemiecki w centralnym parku miasta i zażądali bezwarunkowej kapitulacji. [...] ...partyzanci postąpili z jeńcami zupełnie nie po rycersku - wsadzili Niemców wraz z flamandzkimi zdrajcami do pustych klatek w ogrodzie zoologicznym." - I udostępnili zwiedzającym. Świetna sceneria do filmu o nazistach.    
    
Wiosną tego roku zmarło się Gudrun Burwitz córce Himmlera. "Laleczka", jak ją mienił zbrodniczy tatko, podobnie jak Hanna Reitchs kultywowała nazistowskie poglądy aż do śmierci. Gdyby zastosować standardy jej kochanego taty, ta śmierć winna nastąpić dużo wcześniej... Danuta Brzosko-Mędryk w książce "Niebo bez ptaków" gdzie rzeczowo, można rzec na chłodno (po wojnie dentystka), relacjonuje swój pobyt na Pawiaku, następnie w Majdanku, wyznaje, że miała możliwość ucieczki z obozu. Jednakże, widok rodzin zbiegów wystawianych po torturach na widok więźniów, od takiego kroku ją odstręczył. Zbiorową odpowiedzialność spektakularnie zastosowano w Czechach po śmierci przyjaciela tatusia Laleczki, R. Heydricha - męczeńską śmiercią zginęło ok. 5000 (pięć tysięcy) osób, w tym blisko 200 dzieci.    
    
Czy tatko z córunią spotkają się w piekle? W czymś na kształt Majdanka, lub Auschwitz? Laleczka, już w sile wieku, po osiemdziesiątce opisuje ojca, że był porządnym człowiekiem, "którego buty były tak wypolerowane, że można się było w nich przeglądać".    
    
Józefa Radzymińska w opowiadaniu osnutym na realiach Majdanka tak charakteryzuje system stworzony przez porządnego, ukształtowanego w kulturze swego kraju Niemca H. Himmlera, w który zostaliby wtłoczeni mieszkańcy Warszawy, jak wcześniej zrobiono to na Zamojszczyźnie, gdyby nie stawili oporu:    
"Już z chwilą przekroczenia obozowej bramy zamieniano ludzi na owady, ubierając ich w jednakowe, upokarzające pasiaki, morząc potem głodem, aby wyrywali sobie chleb, aby zlizywali wylaną na ziemię zupę, aby tarzali się w błocie na rozkaz. A gdy tak pełzali w błocie u nóg esesmanów w lśniących butach, gdy na ich widok i krzyk =Mutzen ab=! zrywali pospiesznie z łysych głów pasiaste czapki, gdy kazano im tłuc towarzyszy - spadali powoli na dno człowieczeństwa, zamieniali się w nędzne owady, ponumerowane, bezimienne, gotowy łup dla pieców krematoryjnych.    
Wszystko to opracowane było konsekwentnie, ze znajomością psychologii i psychiki...".    
    
    
..
Lech Śmiarowski
[172.68.51.106]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(116) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-08-01, 22:15 :
Witam Panie Lechu.    
Dziękuję za kolejne wpisy.    
Pozdrawiam    
Wiesiek
W.G
[162.158.103.59]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(115) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-08-01, 02:08 :
    
    
Rocznica powstania w Warszawie.    
Często przy tej okazji wszczynane są dyskusje o sensowność powstańczej walki. W dyskusjach tych zwykle się pomija - aż bałem się, że pominięto w Wikipedii - fakt poboru 100 tys. przymusowych robotników dnia 28 lipca. W tamtym lipcu za zignorowanie rozporządzenia represji jeszcze nie zastosowano, ale ten miecz nad warszawiakami zawisł.    
    
Wiosną tego roku obdarowany zostałem kilkoma kartonami książek (ok. setki) zebranych przez panią Zofię Piotrowską z domu Misiak więźniarkę Pawiaka, Konzentrationslager Ravensbrück - mieszkała po sąsiedzku, nie miała dzieci.    
    
Zamiast na makulaturę książki dano mi. W większości to literatura wojenna, a właściwie obozowa. Kilkanaście pozycji to wspomnienia byłych więźniów, literatura faktu.    
    
W pozycji "Drugie oblicze wojny, pamiętnik więźnia obozu koncentracyjnego nr 59216" wydanie z 1984r. autorstwa Kazimierza Korzeniewskiego na str. 148 można przeczytać:    
    
Po południu wprowadzono do obozu [Sachsenhausen] nowy transport z dworca w Oranienburgu. Przyszło około pięciuset cywilów z walizkami i pakunkami w rękach. Umieszczono ich po drugiej stronie naszego bloku. Tylko jeden pas drutów kolczastych oddzielał ich od naszego podwórka międzyblokowego. Ustawiliśmy się wzdłuż drutów i szukaliśmy w tej bezładnej gromadzie znajomych. Po dłuższej chwili poznałem jednego, dobrze ubranego pana. Zawołałem go po nazwisku: - Panie Leszkiewicz. [...] ...obaj pracowaliśmy w studium PWS. Mieszkał pan w Białej Podlaskiej przy ulicy Czerwińskiego u Grzesiaka - przypomniałem. Dopiero wówczas sobie przypomniał, że jestem zięciem Kazimierczaka. Zaczęliśmy rozmowę, która od początku nie kleiła się. Na moje ubolewanie, że dostał się do obozu koncentracyjnego, Leszkiewicz uśmiechał się z pobłażaniem i usiłował mi wyjaśnić, że oni nie są aresztowani. Są w obozie chwilowo, bo potem jadą w głąb Niemiec na roboty. Opowiedział nam też, że nie brali udziału w powstaniu, które wybuchło w dniu pierwszego sierpnia w Warszawie. Po prostu nie chcąc się narażać na skutki walk ulicznych, a także władzy niemieckiej, wyszli z miasta i wojsko niemieckie zaopiekowało się nimi. Teraz - powtarzał - jadą do pracy w swoich zawodach.    
    
Dołączyło do mnie kilku więźniów i tłumaczyliśmy im, że się mylą. - Na żadne roboty was nie powiozą - mówiliśmy. Tu zostaniecie, jutro was ostrzygą, ubrania wam zabiorą, dostaniecie takie "uniformy" jak nasze, albo gorsze. Warszawiacy nam nie uwierzyli.    
[...]    
Po czterech miesiącach spotkałem Leszkiewicza, był już prawie "muzułmanem". Kilka razy dałem mu porcje chleba i trochę zupy. Płakał i usiłował się tłumaczyć, ale mnie to nie było potrzebne, wiedziałem, że już go nie uratuję. Pracował w cegielni, tam go wykończyli.    
/koniec cytatu/    
    
Ilu z tych stu tysięcy warszawiaków, podzieliłoby los pana Leszkiewicza?    
    
Pozwolić się wyizolować ze społeczeństwa, osłabić wyniszczającą pracą i głodem. Niemcy mieli już w tym wprawę i żadnych skrupułów. Było odgórne przyzwolenie na bestialstwo. Czasem tylko korygowane przez niższy szczebel dowódczy z różnych przyczyn, często korupcyjnych, taktycznych.     
.    
Kiedy rzucić się do gardła ciemiężycielom? - Jest to nierozstrzygnięty od lat polski dylemat. Gdzie jest granica wytrzymałości terroryzowanego społeczeństwa? Szef Urzędu ds. Kombatantów Jan Kasprzyk, w przeddzień rocznicy przemawiając z trybuny stwierdził: "Powstanie musiało wybuchnąć tak jak musiały wybuchnąć wcześniejsze zrywy niepodległościowe".    
    
Młodzież warszawska porwałaby się na Niemców i bez rozkazu. Większość kombatantów to podkreśla od lat, ale ich głos nie był nagłaśniany, nie docierał do szerszych kręgów społeczeństwa, bo chodziło o przywództwo i interpretację polityczną.    
    
Co uzyskali Żydzi z getta łódzkiego, zachowując dyscyplinę i pracując dla Rzeszy? Dyscyplinę do tego stopnia, że gdy Niemcy zażądali wydania do likwidacji 20 tysięcy dzieci do lat 10, starców i chorych (tzw. Wielka Szpera), to Przełożony Starszeństwa Żydów Chaim Rumkowski przemówił do mieszkańców: "Ojcowie i matki, oddajcie mi wasze dzieci!" ... Część matek nie dała się oderwać i poszła tak jak dr Korczak dobrowolnie na śmierć. Czyż można mieć pretensję, że nie ratowali własnego życia? I nie posłuchali apelu i przez brak porządku zdenerwowali Niemców?    
    
Gdyby powstańcy wywiesili portrety Stalina i głosili, że walczą o umocnienie Manifestu PKWN, to powstanie miałoby być może inny przebieg. Ale czy taka wolta, mądrość etapu była możliwa? Czy pozycja Polski na tym by zyskała? To jest jądro sporu, a nie sama walka, która i tak by się odbyła.    
    
W Internecie spotyka się wpisy "mędrców" oskarżające o tchórzostwo polskich oficerów, którzy uciekli do Rumunii, miast dać się zatłuc w sowieckich kazamatach. Kapitan Antoni Kiewnarski wrócił na pole walki z dziesiątkami ton bomb, które walnął w stocznie Hamburga, Wilhelmshaven ku chwale ojczyzny... Czyż źle zrobił?    
    
Chwała bohaterom!!    


Lech Śmiarowski
[162.158.102.88]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(114) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-04-27, 02:00 :
..    
    
"Porządny człowiek czuł się zobligowany walczyć, aż się załamie lub zginie." To jest wybór zero-jedynkowy jak u pilota kamikadze. Pilot samobójca podejmuje decyzję raz. Żegna się z życiem i ginie w wybuchu. Pilot bombowca miał tylko teoretyczną szansę wrócić. Gdy go nie trafiono, leciał ponownie, aż, można rzec, do skutku. W 1941 roku stracono w operacjach 1341 samolotów, co oznacza, że średnia wielkość sił pierwszej linii została zniszczona dwa i pół razy.(P. Bishop str. 120).    
    
Drugiego dnia wypowiedzianej Niemcom wojny, czyli 4 września 1939r., Brytyjczycy przeprowadzili atak na niemieckie okręty w Wilhelmshaven i dalej na północ w Brunsbüttelkoog u wejścia do Kanału Kilońskiego. Wystartowało 29 maszyn. Dziesięciu samolotom nie udało się odnaleźć celu. Grupa blenheimów namierzyła pancernik kieszonkowy "Admirał Scheer" i lekki krążownik "Enden" w Wilhelmshaven. Trafiły nawet trzema bombami "Scheera", ale te nie wybuchły, natomiast "Emden" został uszkodzony przez spadający nań, zestrzelony bombowiec. Jak pisze P. Bishop (str. 39), załogi pokazały potężną wolę walki, co miało fatalne następstwa dla siedmiu zestrzelonych załóg... Czyli 7/29 = 24%, a gdyby pominąć 10 załóg, które nie wzięły udziału w walce, to prawie połowa atakujących tę walkę przegrała.    
    
Przytaczam ten epizod wojenny, by pokazać, że już na samym początku zmagań lotnicy bombowi płacili najwyższą cenę w niezwykle wysokich proporcjach, mimo znikomych efektów. Antoni Kiewnarski musiał zdawać sobie sprawę z tego, w co się pakuje. Ten epizod pokazuje również, że nie zrzucano tylko ulotek, ci lotnicy naprawdę walczyli.    
    
Decyzja majora Antoniego Kiewnarskiego przyjęcia służby nawigatora bombowca jest czymś wyjątkowym. To skazanie się na śmierć, kalectwo, lub niewolę. Możemy tylko spekulować o motywach kierujących panem Antonim. Na ile zagrały tu patriotyzm, żołnierskie poczucie obowiązku walki z wrogiem, a na ile - być może - zniesmaczenie kunktatorską postawą Francuzów, z którymi miał kontakt w sztabie. Wcześniejsza kariera sugeruje, że zamiłowanie do lotnictwa było przemożne, bo kurs szybowcowy, bo praca z młodymi adeptami lotnictwa...     
    
Po przedostaniu się do Francji kursem Bejrut-Marsylia na pokładzie "Ville de Strasbourg" 29 IX 1939r. Kiewnarski skierowany został do koszar w Salon, gdzie utworzono obóz oficerów lotnictwa polskiego (W. Zmyślony, Tony z Żagania). Czyli potraktowano go jako oficera lotnictwa. Stamtąd przeniesiono go do sztabu. Jego kontakty z Francuzami są owiane tajemnicą, nie ma o nich w życiorysie śladu, a są długotrwałe, bo już w 1921r. był tłumaczem przy Francuskiej Misji Wojskowej.    
    
29 grudnia 1919r. rozpoczął naukę w Szkole Podoficerów w Biedrusku, 15 marca 1920r. przeniesiono go do Szkoły Podchorążych w Poznaniu, 1 września tegoż roku odszedł na szkolenie do Centralnej Szkoły Karabinów Maszynowych i Broni Specjalnej w Chełmnie. 10 stycznia 1921r. otrzymał promocję oficerską i przydział instruktora broni specjalnych w Szkole Podoficerskiej we Lwowie. Wtedy też przydzielono go jako tłumacza do Francuzów.    
    
Pan Antoni był albo niespokojnym duchem, albo miał jakieś dodatkowe zadania, bo często zmieniał miejsce zatrudnienia. 26 marca 1922r. objął dowodzenie plutonem broni specjalnych w 39. Pułku Piechoty, w listopadzie tegoż roku odszedł do 58. Pułku Piechoty w Poznaniu gdzie służył na stanowiskach dowódcy różnych kompanii, był adiutantem, oficerem służby kwatermistrzowskiej. W 1926 roku 10 listopada rozpoczął kurs obserwatorów lotniczych w Grudziądzu i Dęblinie, po ukończeniu którego (6 VIII 1927r.) stawił się w 31. Eskadrze Lotniczej 3. Pułku Lotniczego w Poznaniu, gdzie 1 czerwca 1930 r. został p.o. dowódcy eskadry. Wtedy (17 VI 1930) wydarzył się tragiczny wypadek brata i 24 czerwca przesunięto go do Oddziału Portowego 3. Pułku Lotniczego. Znowu służy na różnych stanowiskach naziemnych (kilka miesięcy i przeniesienie). Kilkakrotnie dowodzi plutonem transportowym, kompanią transportową, kompanią warsztatową, a także p.o. dowódcy Oddziału Portowego. Wrzesień, październik 1932r. odbywa kurs szyfrów radiowych przy Oddziale II.    
    
Pan Antoni miał młodzieńczy sposób bycia, przez co miał dobry kontakt z młodzieżą. Po awansie na kapitana (14 III 33r.) w listopadzie 1933 r. przeniesiono go do eskadry szkolnej, gdzie dowodzi plutonem obsługi samolotów. Służył też jako pułkowy oficer ewidencji personalnej oraz oficer mobilizacyjny i krótko pełni obowiązki dowódcy eskadry szkolnej.    
    
27 listopada 1935 r. przeniesiono kpt. A. Kiewnarskiego do Szkoły Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich na dowódcę eskadry szkolnej. Roman Rosołowski absolwent SPLdM rocznik 1938 tak zrelacjonował tamten czas: "Kapitan, a potem major, Kiewnarski był dowódcą 3. eskadry szkolnej. Rok po roku obejmował 3. eskadrę, podczas gdy eskadrami 1 i 2 dowodził kpt. Mówka. Kiewnarski to był wspaniały człowiek. Życzliwy, w porządku wobec nas. Przyjacielski i lubiany = należał do najbardziej lubianych z kadry naszej szkoły, w przeciwieństwie np. do wspomnianego Mówki, który trzymał rygor i nie nawiązywał bliższych relacji z podkomendnymi". (Za W. Zmyślony; Lotnictwo z Szachownicą)    
    
Tę relację, jak pisze W. Z. w przypisie do artykułu, odebrał osobiście 11 X 2008 r.. Pan R. Rosołowski miał już blisko 90 lat, mógł nie pamiętać numerów eskadr. Kpt. Kiewnarskiemu przypisuje się dowodzenie 2. eskadrą. Wśród dowódców eskadr SPLdM był również kpt. obs. Kazimierz Makówka s. Stanisława i Stanisławy z Dereniewiczów, ur. 30 VIII 1909 w Milicy. - Wymieniam to nazwisko, bo podobnie brzmi, mogło być mylone.    
    
Kpt. pil. Brunona Mówkę s. Władysława i Antoniny z Jarmułowskich, ur. 27 X 1901 w Biskupcu spotkał tragiczny los, podobnie kpt. Makówkę.    
    
Pod naporem Niemców eskadry wycofywano w głąb kraju. Gdy nastąpił atak Rosjan, kpt. Kiewnarski wraz z podopiecznymi przekroczył granicę Rumunii w Kutach, uchodząc z życiem. Większość oficerów i uczniów SPLdM po wielu tragicznych wydarzeniach związanych z wkroczeniem Rosjan, dostała się do niewoli. Kadra oficerska, została aresztowana przez NKWD, skierowana do obozu w Starobielsku i Kozielsku, gdzie wiosną 1940 roku została wymordowana.    
    
Porównajmy...! A Kiewnarski również trafił do niewoli, ale niemieckiej. Wcześniej dał się Niemcom we znaki. Uczestniczył w bombardowaniu Hamburga, Kolonii, Essen, Bremy, Duisburga, Dusseldorfu, Wilhelmshaven, itd. - wykonał 23 loty bombowe. Trafił do obozu jenieckiego, skąd brawurowo uciekł. Wtedy został zamordowany przez Gestapo.    
    
Los kolegów pana Antoniego, oficerów ze SPLdM był długo nieznany. Stalin prześmiewczo oznajmiał, że uciekli do Mandżurii. Natomiast nazwisko nawigatora Antoniego Kiewnarskiego zostało rzucone Goeringowi w twarz na słynnym, pierwszym procesie norymberskim przez rosyjskiego prokuratora. Prokuratora, który być może wcześniej nadzorował mordowanie polskich jeńców.    
    
Groteską jest, że Goering się zawstydził.    
    
    
..
Lech Śmiarowski
[176.114.236.122]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(113) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-03-16, 00:54 :
..    
    
Miło, że nie piszę sobie a muzom. Pragnę zgromadzić tu maksimum informacji tyczącej tematu.    
    
Antoni Kiewnarski nie chciał być "salonowym oficerem" - Kto z nas zdecydowałby się porzucić salonowe pielesze, by stanąć do walki na pierwszej linii, gdzie śmierć była nie tyle teoretyczna, co nieuchronna? Prawdopodobnie miał szereg innych możliwości poprowadzenia swej kariery. - No, ale zabrał się do wąskiej grupy polskich żołnierzy, którzy dzięki sprzętowi brytyjskiemu mogli bezpośrednio odpłacić Niemcom za zbombardowanie śpiącego Wielunia i innych polskich miast, zrzucając na nich dziesiątki ton bomb, siejąc grozę i spustoszenie.    
    
Istotnie, lotnictwo bombowe siało grozę. Anglicy po obróceniu Coventry w perzynę w listopadzie 1940 roku uznali, że mogą Niemcom odpłacić tym samym... Tylko, bardziej.     
    
Zadawanie cierpień ludności cywilnej, co nie było żadnym problemem dla pani H. Reitsch - starała się, nie szczędząc sił, pomóc w zbombardowaniu Londynu, za co uhonorowano ją orderem i honorowym obywatelstwem rodzinnego miasta. - Jednak dla polityków brytyjskich, zatem i dla ich propagandy, problem był. Dlatego lotnicy bombowi nie byli tak eksponowani propagandowo. W odróżnieniu do pilotów myśliwców. Rzecz tę szeroko omawia Patrick Bishop w książce "Chłopcy z bombowców" napisanej w 2007 roku. W prologu napisał: "Nie ma narodowego pomnika żołnierzy Lotnictwa Bombowego, nie ma miejsca, w którym ich poświęcenie i wkład w zwycięstwo zostałyby właściwie i z wdzięcznością uhonorowane". - Wyraża więc nadzieję, że jego praca to zmieni, w Wielkiej Brytanii. I przytacza liczbę 55 573 członków Lotnictwa Bombowego, którzy złożyli ofiarę z własnego życia.     
    
We wstępie do swej książki Bishop z goryczą przypomniał pisząc: "Po południu 13 maja 1945r. Churchill wygłosił w radiu przemówienie o zwycięstwie w Europie. Chwalił w nim wszystkich, którzy wnieśli wkład w wysiłek wojenny. Ale poza aluzją do zniszczeń dokonanych w Berlinie ledwie napomknął o głównych działaniach załóg bombowców. Były medale dla tych, którzy walczyli w Azji, na Bliskim Wschodzie i w Europie. Miało natomiast zabraknąć specjalnej nagrody dla żołnierzy, którzy demontowali imperium Hitlera z powietrza. Pamięć publiczna o wojnie w powietrzu była wybiórcza. Ludzie wykazywali skłonność do odsuwania bombardowań i żołnierzy, którzy ich dokonywali, w przeszłość".    
    
Latanie bombowcem sławy nie przynosiło. I dziś częściej się wspomina, pamięta o pilotach myśliwców. Lotnictwo myśliwskie wygrało spektakularną bitwę, lecz ciężar wygrania wojny, poprzez skruszenie machiny wojennej Hitlera, spoczął na bombowcach. Anglicy nie mieli dorównującej Niemcom armii lądowej. Przewidzieli to, i już w 1936r. zaczęto realizować program wprowadzenia czterosilnikowego bombowca strategicznego, którego efektem były ostatecznie stirling, halifax i lancaster (P. Bishop str. 45). Bombardowanie na dużą skalę zaplecza wroga było istotnym składnikiem doktryny wojennej. Jednakże precyzja bombardowań okazała się problemem. Najłatwiej było trafić w coś dużego, czyli w miasto. Ale tu ginęły kobiety i dzieci... Nie było czym się chwalić.    
    
Straty natomiast, czyli śmiertelność, co podnosi P. Bishop, jak się okazało, największe właśnie były w lotnictwie bombowym. Żadna inna formacja wojskowa nie miała takich strat. "Średnia długość życia lotnika [bombowca] była znacznie mniejsza niż podoficera piechoty na froncie zachodnim w 1916r.". Bishop porównuje ich walkę do odbywającej się ciągle na nowo szarży Lekkiej Brygady (str. 31).     
    
Z nalotów nie wracało czasem kilkanaście, a bywało, że kilkadziesiąt procent załóg. Łatwo policzyć, zakładając, że straty są 10% za każdym lotem, zatem turę trzydziestu lotów miało szansę przeżyć 4%. Można to zobrazować ciągnięciem losów, gdzie wśród stu zapałek tylko cztery są z łebkami oznaczającymi życie. Założono tury trzydziestu lotów, by w lotnictwie bombowym byli jacykolwiek weterani, mogący przekazać swoją wiedzę nowym załogom. To ta cyniczna, można rzec, rachuba wymusiła wycofywanie do służby naziemnej po trzydziestu lotach. Musiała być jakaś granica, jakieś choćby wątłe światełko w tunelu. W przeciwnym razie - jak pisze Bishop - porządny człowiek czuł się zobligowany walczyć, aż się załamie lub zginie (str. 274).    
    
Syn generała ze starannym, jeszcze carskim wykształceniem, bezpośredni współpracownik Wodza Naczelnego, który awansował go, brat zginął w wypadku lotniczym, a on podejmuje niewdzięczną jednocześnie niezwykle niebezpieczną służbę w lotnictwie bombowym.    
    
..
Lech Śmiarowski
[94.254.249.47]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(112) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-02-14, 17:31 :
Witam Pana    
Jak widać wątek nie ma wielu dyskusji lecz zapewniam Pana, że czytam go.    
Wiesiek
W.G
[78.88.30.50]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 121, strona 1 z 13
«  -  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  -  »

Powrót do tematów Powrót do Myśliwców