miłośników polskiego lotnictwa
Pokaż punkty

.: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :: Forum dyskusyjne :.
Temat: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków (2020-05-28,08:57)

Stałem się historykiem z przypadku. Porządkując książki po zmarłej teściowej trafiłem na informację, że w Jeleniej Górze, gdzie mieszkam, zamordowano czterech pilotów w ramach obławy za uciekinierami z tzw. Wielkiej Ucieczki.    
Na kanwie tych spektakularnych wydarzeń nakręcono znany film (tzw. duży format).    
Bulwersuje mnie, że mieszkańcy Jeleniej Góry nie mają o tym żadnego pojęcia. Ja mieszkając tu od 57 lat dowiedziałem się przypadkowo. Z owej czwórki dwóch to Polacy:    
kpt. Pawluk Kazimierz    
por. Kiewnarski Antoni    
Okazuje się, że wśród 76 skutecznie zbiegłych, było łącznie 6-ciu Polaków, Amerykanów nie było (filmowa fikcja).    
por. Król Stanisław - Jego biografia jest zamieszczona     
por. Kolanowski Włodzimierz    
por. Mondszajn Jerzy ( Mondschein ?)    
por. Tobolski Paweł (lub Piotr)    
Jako Polacy zostali wymienieni na liście zamordowanych 50-ciu j e ń c ó w w procesie w Norymberdze, co stanowiło przełom tego procesu i złamanie buty Goeringa.    
Bulwersuje mnie ignorancja lokalnych "historyków" - modne jest poszukiwanie niemieckich ciekawostek w Jeleniej Górze np. Hanna Reitsch tu się urodziła. A o sprawiedliwych się nie wie.    
    
    
    
    

Lech ŚmiarowskiDodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 129, strona 1 z 13
«  -  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  -  »

(129) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2020-05-28, 08:57 :
W 1974 roku, na warszawskim Starym Mieście, po raz pierwszy widziałem ludzi odwracających się z odrazą od człowieka mówiącego po niemiecku. Widuję ich i teraz, tu i ówdzie.    
Zychowicza nie czytałem. Dlaczego? Widząc tytuł książki pomyślałem, że słowo "obłęd" odnosi się do bestialstwa i zdziczenia Niemców.    
Pobieżne przerzucenie kartek rozwiało moje złudzenia. Mówi Pan "szczery patriota"? Pozwolę sobie nie zgodzić się. Zresztą, może "szczerość" to niewystarczające kwalifikacje...     
Pozdrawiam
A.R.
[162.158.103.211]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(128) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2020-05-27, 00:41 :
..    
    
    
    
Gdy zawiązywał się Komitet X w jenieckim obozie żagańskim, warunki bytowe jeńców, jak na czas wojny, były dobre. Przestrzegano konwencji, jeńcy nie pracowali, otrzymywali paczki. Dokształcali się, urządzali przedstawienia teatralne, rozgrywali mecze itp.     
    
A jednak postanowili postawić się Niemcom. Przez rok blisko 600 osób z mozołem, zachowując dyscyplinę drążyło tunele. Przygotowywali się do ucieczki. Nie była to zabawa. Ucieczka wiązała się z ryzykiem. W pościgu używano broni, psów. Ostateczną wysokość ceny podjętych działań, jeńcy zobaczyli, gdy do obozu wróciło 50 urn... Jednak nikt nie podjął larum wobec organizatorów, jakiej to głupoty się dopuścili, że oto skutkiem ich działań jest śmierć owych ludzi. Do dziś nikomu nie przyjdzie do głowy myśl, by potępić zbiegów.    
    
Tymczasem powstańcom warszawskim co raz ktoś zarzuca nieodpowiedzialność, fanfaronadę i podobne rzeczy. Piotr Zychowicz swą książkę o powstaniu nazwał Obłęd 44, że niby podjęli obłędną decyzję. Ta ostra ocena jest takim zaklinaniem deszczu przez szczerego patriotę, nie mogącego emocjonalnie pogodzić się ze sromotną przegraną Polaków. Dzisiejsze emocje to świadomość przegranej i ogromu cierpień. A tamte emocje.... ? One są nie do odtworzenia. Ci, którzy najwięcej mogliby powiedzieć, zginęli. To Niemcy raportowali, że powstańcy strzelają z krótkiego dystansu, by zabić. Świadczyło to o zawziętości walk.    
    
Hans von Krannhals ambitny, utalentowany, pracowity historyk z RFN, wcześniej związany z administracją nazistowską na Pomorzu, napisał książkę "Powstanie Warszawskie 1944" wydaną na początku lat sześćdziesiątych, napisaną z pozycji Niemca. Utalentowany, bo dobrze znający język polski, rosyjski. Pracowity, bo to on przebrnął przez 7000 stron dzienników wojennych 9. Armii, gdzie znalazł meldunek generała SS H. Reinefartha o rozstrzelaniu 10 tys. cywili i braku amunicji ograniczającym go w tym dziele. Ten meldunek zadał kłam typowemu niemieckiemu twierdzeniu generała SS, że o jakichś tam incydentach nie wiedział. Zgasił tym samym polityczną karierę emerytowanego generała, bo sprawę zaczęły nagłaśniać publikatory z DDR.     
    
W swej książce von Krannhals nakreśla społeczno-polityczne tło w Generalnej Guberni. Wytworzone przez Niemców stosunki uznaje za błąd i obwinia je za integrację ludności polskiej wokół ruchu oporu, co skutkowało tak gwałtownym wystąpieniem przeciw Niemcom. On, patriota niemiecki ubolewa nad tym, pisząc w 1962 roku(str.42):    
    
"Dziś ludność polska nadal pozostaje pod wrażeniem przeżyć okupacyjnych z lat 1939-1945 i utożsamia dzisiejszych Niemców z okupantami z tamtych czasów. Dzieje się tak głównie dlatego, że komunistyczna propaganda w Polsce niemal codziennie stara się przywracać tamte wspomnienia."    
    
Uważał, że osiemnaście lat to wystarczający okres, by uznać powstanie za historię wypraną z emocji. Tymczasem dziś minęło wielokroć po osiemnaście lat, nie ma propagandy komunistycznej, a w godzinę "W" w Warszawie wyją syreny i niektórzy przechodnie przystają na moment, by uczcić pamięć powstania. Stała się rzecz niewyobrażalna, europejski naród, wyrosły z cywilizacji łacińskiej zdziczał. 15 lutego 1940r. generał Johannes Blaskowitz sporządził raport dla naczelnego dowódcy Wojsk Lądowych, w którym używa tego określenia: "zdziczenie".    
    
Von Krannhals przytacza obszerne fragmenty tego raportu poczynając od strony 47 swej pracy, zacytuję interesujące zdania:    
    
"To niedorzeczne wyrzynać kilkadziesiąt tysięcy Żydów i Polaków, tak jak to się właśnie teraz dzieje...     
[...]    
1. Wrogiej propagandzie dostarcza się takiego materiału, że nikt na całym świecie lepiej by tego nie wymyślił.    
[...]    
2. Dokonywane publiczne gwałty na Żydach budzą w pobożnych Polakach nie tylko głęboką odrazę, lecz także ogromne współczucie dla ludności żydowskiej, wobec której Polacy żywili mniejszą lub większą wrogość. W niedługim czasie dojdzie do tego, że nasi arcywrogowie na Wschodzie - Polacy i Żydzi, do tego wspierani przez Kościół katolicki - w swej nienawiści do dręczycieli zjednoczą się na całej linii przeciwko Niemcom.    
3. Nie ma co ponownie wskazywać na rolę Wermachtu, który zmuszony jest przyglądać się tym zbrodniom bezczynnie i którego opinia w oczach polskiej ludności ucierpiała nie do naprawienia.    
4. Największe jednak szkody dla narodowego niemieckiego morale, jakie wynikną z obecnych stosunków, to niezmierne zdziczenie i obyczajowa demoralizacja...    
[...]    
Mnożące się w ostatnim czasie wypadki przemocy ze strony sił policyjnych ujawniają niezrozumiały brak ludzkich i moralnych uczuć, tak że można mówić wręcz o zdziczeniu... (podkreślenie moje)    
[...]    
Nastawienie wojska do SS i policji waha się pomiędzy odrazą i nienawiścią. Zbrodnie, jakich obywatele Rzeszy i przedstawiciele władzy dokonują w Polsce, wzbudzają w żołnierzach obrzydzenie i wstręt. Żołnierze nie pojmują dlaczego tego rodzaju rzeczy pozostają bezkarne, tym bardziej że dzieje się to pod ich ochroną.    
Często prezentowany pogląd, że niewielkie polskie powstanie byłoby bardzo pożądane, ponieważ stworzyłoby możliwość zdziesiątkowania Polaków, uznać trzeba za bardzo lekkomyślny. [...]"    
/koniec cytatu/    
    
Blaskowitz przestrzega przed prowokowaniem Polaków, bo przewiduje, iż SS nie poradzi sobie i trzeba będzie angażować Wermacht, a ten ma inne sprawy przed sobą - podbój Francji.    
    
Von Krannhals przytacza ten raport, by pokazać, że Wermacht to nie zwyrodnialcy z SS. Można to przyrównać do deklaracji konsumenta kiełbasy, który wie z czego ona jest robiona, choć osobiście nawet lubi żywe zwierzęta. I w tym jest cały problem, że Polska leży na pierwszej linii podboju na wschód.    
    
W polskiej historiografii pomija się wpływ na ukształtowanie poglądu Hitlera w kwestii Wschodu wywarty przez gen. Ericha Ludendorffa, który współtworzył ruch nazistowski. Charyzmatyczny Hitler wygrał przywództwo, ale niewątpliwie wsłuchiwał się w opinie tak wysokiej rangi oficera, on kapral zaledwie. Ludendorff wyniosły, chłodny intelektualista, to on był faktycznym zwycięzcą bitwy pod tzw. Tannenbergiem i wojskowym administratorem zdobytych na wschodzie terenów, gdzie wprowadził kolonialną eksploatację. To on propagował termin "wojna totalna" i nauczał, że walczy się z armią, ale też narodem przeciwnika... Uczeń, Hitler przerósł mistrza, postawił na Himmlera, który realizował jego przekazywane w prywatnych rozmowach wizje zaczerpnięte zapewne od Ludendorffa.     
    
Von Krannhals w swej pracy wykazuje, że gubernator H. Frank był figurantem, administrującym mniej ważnymi sprawami, choć formalnie podlegał bezpośrednio Wodzowi. Faktycznie rządził Himmler poprzez F. Krugera (str.53). Frank walczył o swoje, składał dymisje (14 razy), Hitler ich nie przyjmował, a Himmler robił swoje. Bo istniały nieformalne, nieprotokołowane zależności.    
    
Tak jak jeńcy z Żagania podjęli tragiczną próbę walki o wolność, tak Warszawiacy podjęli walkę o wolność swojego miasta. Zetknęli się z bestialstwem, nie przewidzieli zdziczenia, o którym pisał Blaskowitz.     
    
    
    
..
Lech Śmiarowski
[162.158.103.199]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(127) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-07-10, 10:06 :
Witam serdecznie.    
Bardzo ciekawa lektura. Dziękuję.    
Pozdrawiam, Wiesiek
W.G
[162.158.88.146]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(126) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-06-22, 00:26 :
..    
    
    
Codzienność bomberów była więc taka.    
    
Pierwszy ostrzał w drodze do celu. Samolot przeszyty wieloma odłamkami. Bliski wybuch niszczy tylną wieżyczkę, ginie kapral strzelec Józef Janik. Odłamek rozcina brzuch pilotowi, jednak emocje, adrenalina spowodowały, że kapral pilot Jan Pytlak utrzymał stery, wyprowadził samolot ze strefy ostrzału. Nawigator, major Antoni Kiewnarski ranny w twarz, zalany krwią, ale funkcjonuje...     
Mimo wszystko mają szczęście, bo nie wybucha komora bombowa, nie płoną zbiorniki pełne paliwa. Jakie są uszkodzenia maszyny nikt nie wie, szczęśliwie silniki pracują, działają stery.    
    
Na uratowanie samolotu jest szans niewiele. Trzeba wrócić kilkaset kilometrów i wylądować. Pilot Jan Pytlak traci przytomność, więc tego nie zrobi. Czy plutonowy strzelec Tadeusz Frankowski podoła...? Starszy wiekiem i stopniem nawigator major Kiewnarski uspokaja, dodaje otuchy, wyznacza kurs do bazy. Nie poddają się, chcą ocalić samolot, ratować rannego, wrócić do walki. Nie porzucają maszyny, choć powinni to zrobić...    
    
Powinni to zrobić, bo Niemcy obserwują niebo, a niewprawny pilot cóż może? Jest łatwy do namierzenia i zaatakowania przez myśliwce pilnujące wybrzeża. I stało się! Samolot ponownie przeszyty, tym razem pociskami z myśliwca. Wszyscy odnoszą rany. Myśliwiec nie odpuści łatwego zwycięstwa. Muszą się ewakuować nim wibracje samolotu lub płomienie to uniemożliwią. Skaczą w otchłań nocy.    
    
Udany zeskok pod koniec wojny nie oznaczał przeżycia. Rozwścieczona ludność niemiecka, bywało, że linczowała lotników.    
    
Major przy zeskoku łamie nogę, jest unieruchomiony, zostaje. Radiotelegrafista kapral Feliks Gawlak postrzelony w dłoń nie chce iść do niewoli, walczy, odchodzi kilka kilometrów i umiera z odniesionych ran. Gdyby przyjął postawę rezygnacji, może by przeżył.    
    
Plutonowy strzelec Tadeusz Frankowski również odchodzi, kluczy wśród kanałów i żywopłotów. Tak spędza pierwszą noc i dzień. Wieczorem dnia 28 sierpnia odważył się podejść do zabudowań, gdzie poczęstowano go szklanką mleka. By nie narażać mieszkańców przenocował w polu. Następnego dnia w innej farmie dano mu posiłek i opatrzono zranione odłamkiem plecy i postrzeloną rękę. Dano mu również cywilne ubranie. Noc ponownie spędził w polu. Kierował się na południe, do Belgii.     
    
Przeszedł przez przedmieście Eindhoven, miejscowość Hokstel, wzdłuż rzeki Beerze. W jakimś miasteczku dał chłopu 20 guldenów by przyniósł mu jedzenie. Jednak chłop nie wrócił. Nie sprowadził jednak obławy - jest to Holandia. Inny wieśniak spotkany w polu, gdy przedstawił mu się jako lotnik RAF, poczęstował go swoim śniadaniem i wskazał drogę do granicy przez las. Za lasem, dwa km od granicy, napotkany chłopak, gdy orientuje się, że Frankowski jest z RAF-u, przywołuje siostrę, która przynosi posiłek. Chłopak obiecuje kontakt z przemytnikami, co ułatwi przejście granicy. Rano chłopak wrócił i zemocjonowany wyznał, że Niemcy w nocy zabili trzech przemytników i nie będzie mógł pomóc.    
    
Tadeusz Frankowski nie rezygnuje. Udając robotnika z kijem w ręku, niby pracując, idzie polami, goni jakiś czas spotkaną krowę, przemierza sad, nieduże kanały... Nadziewa się na drodze na robotnika, chcąc nie chcąc informuje go, iż jest z RAF-u. Robotnik wyjaśnia mu, że jest w pobliżu Auchel w Belgii (Achel).    
    
Jest 1.09.42r. Idąc na południe, trafia na pracujących w ogrodzie zakonników. Po rozmowie z jednym z nich, tamten stwierdza po niemiecku: Będziemy musieli cię przekazać (abgeben). Frankowski udając, że ma w kieszeni broń, każe mu zostać i uchodzi biegiem w pola. Słyszy za sobą krzyki, następnie ruch rowerzystów i umundurowanych motocyklistów. Po odczekaniu, krzakami wzdłuż kanału wędruje dalej. Natrafia na kanał biegnący w nasypie, powyżej terenu. Wzdłuż kanału na drodze kręcą się rowerzyści. Szczęśliwie znajduje przepust, którym niepostrzeżenie przedostaje się na drugą stronę, brodząc w wodzie.    
    
Istotnie, w Google-Maps, na południe od Achel można ów kanał obejrzeć.    
    
Kolejna noc w krzakach, idąc polami spotyka pracownika, prosi go o sprzedaż butów, gdyż otrzymane wcześniej, cywilne się rozpadają. Ów człowiek zaprasza Frankowskiego do domu, gdzie można się ogolić, skąpo posilić, bo jest biedny. Oferuje tenisówki, za które Frankowski daje 150 franków belgijskich i odchodzi. Wieczorem (2.09) mija Hasselt.    
    
Nocleg w lesie. Dociera na południowy zachód od Hasselt do Ryckel (Rijkel), tam probrytyjsko - jak relacjonuje - nastawieni ludzie dają mu schronienie do końca dnia i na noc. Opatrują nogi, dają skarpety, gdyż ma otarcia i pęcherze. 4.09 rusza dalej. Mija St. Trond (Sint. Truiden), wieczorem dociera do Nethen. Napotkany mężczyzna zachęca by się poddał.    
    
Przesypia noc w polu. 5.09 w lesie Foret de Meerdael (na południe od Leuven) przechodzi kryzys, odczuwa beznadzieję. Zachodzi do domu na uboczu... Tam znajduje schronienie i kontakt z ruchem oporu.    
    
Wg tej relacji plutonowy Frankowski w ciągu dziewięciu dni tułaczki, ryzykując aresztowanie, jedenaście razy zwrócił się do miejscowych o pomoc. Tylko raz wszczęto alarm, ośmiu zaś zagadniętych ludzi udzieliło mu konkretnej pomocy. Czy w Niemczech byłoby to możliwe?    
Tadeusz Frankowski miał wyjątkowy fart. Odłamki, kule ledwo go drasnęły. Przelot znad Kassel nad Eindhoven dla niego okazał się szczęśliwy. W odróżnieniu od kaprala radiotelegrafisty Feliksa Gawlaka, którego rana dłoni okazała się śmiertelna.    
    
Na piątym września protokół oświadczenia plut. Tadeusza Frankowskiego spisany 25 października 1942r. w Gibraltarze się kończy. Rutynowe działania związane z przerzutem zbiegów do Anglii nie były widać interesujące. Opatrzono protokół klauzulą MOST SECRET, ale jest dostępny w Internecie (Moja córka w ramach wprawki językowej go przetłumaczyła).    
    
Drogą poprzez Francję, Hiszpanię do Gibraltaru przerzucono dwa lata później zbiega z Żagania Bram van der Stok?a, Holendra, któremu udało się pociągiem dotrzeć w rodzinne strony. Jednemu z trzech z Wielkiej Ucieczki, któremu się udało.    
Lech Śmiarowski
[162.158.102.178]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(125) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-03-31, 22:39 :
Witam Panie Lechu.    
Miło się czyta, tym bardziej gdy brak czasu na lekturę.    
Pozdrawiam    
Wiesiek
W.G
[162.158.102.10]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(124) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-03-25, 01:18 :
..    
    
Również pozdrawiam Panie Wieśku.    
    
Pozwalam sobie wpisywać na tym forum istotne cytaty. Istotne, gdyż zmieniają perspektywę oglądu spraw. Np. wynurzenia Goebbelsa ukazują fakt rozważań na najwyższym szczeblu hitlerowskiej władzy porozumienia z Rosją w lecie 1944r.. Czyli powrotu do starego.     
    
Zwalczanie polskiej klasy przywódczej - Warszawa, warszawiacy pełnili tę rolę w r.1944 - mieści się i w dzisiejszej geopolityce Rosji. Wystarczy przytoczyć co na ten temat sądzi prominentny doradca Putina Aleksander Dugin. Cytuję za "Słowiańska geopolityka" Piotra Eberhardta (str. 343):    
    
"Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki."    
Więcej: www.pch24.pl/kremlowski-szaman--co-aleksander-dugin-mysli-o-polsce-,22768,i.html#ixzz5j2vgCfve    
    
Wg Dugina Polska to państwo sezonowe, bez przyszłości, bo katolicyzm spycha ją w kordon sanitarny między potężną Rosję a inne potęgi. Tak rozumowała i rozumuje warstwa przywódcza w Rosji. A więc pomoc powstaniu warszawskiemu nie wchodziła w grę, bo Polacy własnej podmiotowości nie mogą mieć, gdyż to przeszkadza Rosji. To względy strategiczne decydowały, a nie brak możliwości operacyjnych, co się nam czasem wmawia.    
    
Kształtowanie przestrzeni publicznej, to formowanie zbiorowej pamięci. Dlatego jakieś lobby zabiega o uhonorowanie Hanny Reitsch, dlatego Stalin nakazywał budowę pomników wdzięczności. Dlatego polskojęzyczna ludność Jeleniej Góry nie widzi potrzeby uhonorowania choćby nazwą ulicy Polaka, bohatera wojennego, który zginął w ich mieście, ponieważ, jak to określił Radosław Sikorski, nastała "taka murzyńskość" tej ludności. O tę płytką dumę i niską samoocenę, czyli murzyńskość tak Hitlerowi jak i Stalinowi właśnie chodziło w 1944r..    
    
Słyszy się zachwyty nad odwagą, heroizmem słynnej Hanny, bo wylądowała Storchem na ulicy Berlina. Dwa dni później zrobił to inny pilot, który ją zabrał. - Nie znamy nawet jego nazwiska.    
    
Porównajmy zatem heroizm Antoniego Kiewnarskiego i innych lotników tamtego czasu. Relacja z art. W Zmyślonego:    
    
"Nagle kilkanaście reflektorów uchwyciło samolot, a artyleria coraz bardziej zaczęła zacieśniać swój śmiertelny kaganiec wybuchów wokół samolotu. Tylni strzelec, sierżant Janik, zaczął coś mówić, ale nie dokończył zdania, bo samolot dostał pociskiem w tylną wieżyczkę. Janik zginął na miejscu rozerwany odłamkami. Pilot starał się wyprowadzić samolot z zasięgu pocisków i reflektorów. Nagle nad kabiną pilota eksplodował ciężki pocisk artyleryjski. Pilot został ciężko ranny w brzuch, a major Kiewnarski w oba policzki. Nie tracąc przytomności, pilot poprosił słabnącym głosem, aby przedni strzelec zasiadł do sterów. Mjr Kiewnarski, zalany krwią, która na wysokości 18 000 stóp, przy niskim ciśnieniu, obficiej broczyła mu z ran i zalewała twarz, wypuścił strzelca z przedniej wieżyczki. Wraz z radiotelegrafistą zanieśli pilota na nosze, lecz nie opatrzyli go, bo rana brzucha była duża otwarta i chwilowo zostawiono go nawet bez zastrzyku. Przedni strzelec zasiadł do sterów. Bomby wyrzucono i wzięto kurs do bazy. "Siwy major", jak go nazywano, pocieszał załogę, często pytając pozostałych przy życiu o ich samopoczucie. Powtarzał: "wszystko będzie dobrze, nie ma co martwić się, wrócimy do Anglii". Mapa na której pracował, obliczając kursy, była zalana krwią, ale on dalej kreślił ołówkiem, sprawdzając kurs, wysokość i szybkość oraz przypuszczalny czas dolotu do Anglii. Poszedł nawet do pilota, sprawdził jego busolę, poklepał go po ramieniu, uśmiechnął się i podniósłszy lotniczym zwyczajem kciuk do góry, powiedział pilotowi, iż wszystko jest w porządku. Lecieli bez osłony i obserwacji z tyłu, bo tylni strzelec nie żył. Stanowili więc doskonały cel dla myśliwca, bo nie mogli się ostrzeliwać do tyłu, a ponadto "pilot-strzelec" nie potrafił manewrować samolotem w razie ataku. Nad Belgią pilot zauważył na skrzydłach samolotu i w swojej kabinie świetlne pociski. Krzyknął: "myśliwiec". Zaczął robić uniki, ale nie mając pojęcia o nocnym lataniu - stracił panowanie nad maszyną. Zostali znów ranni mjr Kiewnarski w rękę, a radiota w dłoń. Pilot wydał rozkaz do skoku. Radiota skoczył pierwszy, mjr Kiewnarski z trudem dowlekł się do drzwi i po dwóch stopniach zsunął się, a raczej stoczył w ciemną noc. Ostatni wyskoczył pilot. Maszyna wyczyniając cuda, poszła w dół, a w niej jako kapitan statku sierż. Pytlak. Mjr Kiewnarski w czasie lądowania złamał nogę i dostał się do niewoli, radiota będąc rannym nie chciał iść do niewoli. Zdołał ujść 10 km, a następnie upadł i umarł z upływu krwi.[...]". /koniec cytatu/    
    
Powyższy opis pochodzi ze wspomnień Edwarda Kwolka, a on z kolei zrelacjonował przekaz strzelca, plut. Tadeusza Frankowskiego, który zasiadł za sterami po ciężkim zranieniu pilota Jana Pytlaka. Frankowski po dwóch miesiącach tułaczki trafił na życzliwych ludzi i przedostał się do Anglii. Dlatego mógł opowiedzieć co się wydarzyło. Przypomnę jeszcze, że A. Kiewnarski wcześniej wodował u brzegu Anglii w uszkodzonym bombowcu, a jeszcze wcześniej jego załoga miała awaryjne twarde lądowanie.    
    
Czyż ci żołnierze, lotnicy nie byli herosami, bohaterami zasługującymi na pamięć?    
    
Walczyli przeciw zbrodniczemu reżimowi, w odróżnieniu od słynnej Hanny.    
    
    
..
Lech Śmiarowski
[162.158.103.147]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(123) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-03-07, 16:10 :
Witam Panie Lechu,    
z dużym zainteresowaniem przeczytałem Pańską analizę literatury dot. wydarzeń w 1944 r.    
Pozdrawiam    
Wiesiek
W.G
[162.158.103.125]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(122) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2019-02-17, 00:49 :
..    
    
    
    
    
    
Zmasakrowano milionowe miasto w środku Europy... Dokonali tego Niemcy z rosyjskim przyzwoleniem - taki spontaniczny akord niedawnej przyjaźni i współpracy. Stolica Polski w sensie społecznym przestała istnieć. Co przyjęto z akceptującym zrozumieniem nie tylko w Moskwie.    
    
Otto Skorzeny we wspomnieniach (Nieznana wojna) opisuje ciekawą rzecz dotyczącą użycia broni masowego rażenia w ataku na Moskwę:    
    
"Mieliśmy wejść do Moskwy przez Istrę. Miałem zapobiec zniszczeniu tamtejszego wodociągu...    
[...]    
    
Czas na przypomnienie innego, bardzo tajemniczego epizodu ofensywy, który do tej pory był przemilczany przez wszystkich historyków. Naszą odpowiedzią na budzące lęk "organy Stalina" były pociski rakietowe nowego typu ... Dzięki nim opór przeciwnika wyraźnie słabł.    
    
Rosjanie mieli naprzeciw naszych stanowisk potężne głośniki, których używali do bardzo kiepskiej wówczas propagandy. Kilka dni po pierwszym ataku naszych rakiet Sowieci powiadomili nas przez głośniki, że jeśli ponownie użyjemy tej samej broni, oni użyją gazów bojowych. Nowo zastosowane pociski wycofano i więcej nie użyto ich na naszym odcinku"(str.121).    
    
W przypisie do tej wypowiedzi Witold Śmiśniewicz wyjaśnia, że "Pociski Nebelwerfrów (z niem. "Miotacz mgły" - tą dezinformującą nazwą określano wieloprowadnicowe wyrzutnie artyleryjskich pocisków rakietowych) powodowały pękanie pęcherzyków płucnych i naczyń krwionośnych.    
A Grzegorz Korczyński dodatkowo wyjaśnił, że tę broń "Nebelwerfer wykorzystywano do końca wojny, między innymi do niszczenia pozycji powstańczych w Warszawie w 1944 roku, gdzie nazywano je krowami."    
    
Czyli, broń masowego rażenia, by nie prowokować odwetu, wycofano spod Moskwy. Natomiast bez żadnych zahamowań zastosowano wobec Warszawy pod bokiem Armii Czerwonej, niejako na oczach świata. Świadkowie zgodnie twierdzą, że lotnictwo rosyjskie, wcześniej bombardujące Warszawę, po wybuchu powstania zamarło i przestało nękać Niemców.    
    
Użycie tej broni było wymierzone w ludność cywilną - taka kara za kontestację niemieckich porządków. Toteż zabito, zamordowano ok. dwieście tys. cywili. Ocenia się, że wcześniej przez Pawiak przemielono ponad sto tysięcy mieszkańców miasta, czyli ok. 10%. Przykładowo, wspomniana już pani Zofia Misiak została schwytana w trakcie ulicznej łapanki. A więc bez konkretnego zarzutu ("wesołe polowanko" tak dr Mengele określał selekcję do gazu). Złowionej zwierzyny już nie wypuszczano, chyba że za łapówkę. Był to planowy drenaż Polaków z kosztowności. Pani Zofia, z biednej rodziny, nie mając wsparcia, przekazana została jako materiał do doświadczeń medycznych w Ravensbruck. Przeżyła, ale do Warszawy już nie wróciła. Również nie wróciła spora część z ok. pół miliona wypędzonych z miasta. Rok wcześniej wymordowano żydowskich mieszkańców...    
    
Logiczne zatem jest pytanie, kogo wyzwalała Armia Czerwona wkraczając do "miasta widmo", wyludnionej pustyni gruzów...? Pomnik tej armii w Warszawie to drwina i szyderstwo z pomordowanych. - Po pół roku przyglądania się masakrze, weszli na pobojowisko i ogłosili się kpiarsko "wyzwolicielami"!    
    
- Trochę taktu! - aż ciśnie się na usta. - Ci, których ciała grubą warstwą legły po podwórkach, już są wyzwoleni... Idźcie fetować swe cwane zwycięstwo poza ten cmentarz.    
    
Późniejsi osiedleńcy warszawscy nie czują emocjonalnego związku z poprzednikami, to już inni warszawiacy. Łatwo poddali się sowieckiej indoktrynacji, dlatego aż 60 (sześćdziesiąt!) lat trzeba było czekać na placówkę muzealną ukazującą tak ważny zryw wyzwoleńczy. Wydarzenie przeorujące świadomość Polaków. To stąd wywieść można poczucie wyobcowania Polski w Europie, otaczającej nas wrogości i oszukaństwa.    
    
Dokonując zbrodni Hitler robił prezent Stalinowi, by zatrzymać go pod miastem i zyskać czas na zachodnią ofensywę . Stalin przyjął deal, ta pokazówka była mu wielce pomocna - później zbuntowany Budapeszt walczył osamotniony właśnie dlatego. Zachodni sprzymierzeńcy - używając języka Wałęsy - byli za, a nawet przeciw warszawiakom. Gdyż wcześniej obiecano Polskę Stalinowi i gdy ta darowizna była w gorszym stanie, tym lepiej, czyli gorzej dla Ruskich - takie schadenfreude. Zniszczenie Drezna wpisuje się w tę logikę. Mało tego, powojenną osłonę zbrodniarzy niemieckich, dokonujących masakry miasta, można tłumaczyć pozytywną aurą wokół nich. Ani von dem Bach-Zelewski, który ostrzeliwał Warszawę owymi "krowami" ani Heinz Reinefarth skarżący się, że z braku amunicji nie może zastrzelić wszystkich pojmanych cywili, nie zostali ukarani...     
    
Osłonili ich Amerykanie!    
    
Erich von dem Bach-Zelewski, polski renegat z Pomorza skończył wprawdzie żywot w więzieniu osądzony za zamordowanie sześciu Niemców, lecz skazano go dopiero w 1963r.    
    
Heinz Reinefarth natomiast zrobił karierę, której apogeum był mandat posła do landtagu z ramienia Bloku Ogólnoniemieckiego/Związku Wypędzonych ze Stron Ojczystych i Pozbawionych Praw (Gesamtdeutscher Block/Bund der Heimatvertriebenen und Entrechteten) w Szlewicku-Holsztynie jesienią 1958r.. Mandat sprawował jedną kadencję.    
    
Szwajcarski historyk Philipp Marti opisał karierę Rienefarha w książce "Sprawa Reinefartha..." (480 stron naukowego tekstu), gdzie podaje, że Polska od 1946 do 1948r. złożyła kilka wniosków o ekstradycję ww. zbrodniarzy. Wnioski te Amerykanie załatwili odmownie (str. 90). Amerykański generał Lucius D. Clay 17 lipca 1948r. Polskiej Misji z irytacją odpisał na kolejny monit, że już informowano "iż nasze służby będą potrzebowały tych osób przez dłuższy czas. Nie mogą zostać wydani, bo są potrzebni...". Tymczasem generał SS, organizacji uznanej za zbrodniczą, H. Reinefarth już od miesiąca był wolny i wyjechał do brytyjskiej strefy na wyspę Sylt, do żony. Tam rozpoczął nową karierę.    
    
Nazwisko generała Lucius D. Clay winno być przypominane przy okazji warszawskich rocznic. Arogancja tego Amerykanina nie wynikała z biurokratycznego błędu, była ukartowaną polityką amerykańskiego Departamentu Stanu. P. Marti z naukową pedanterią przeanalizował sprawę. Departament Stanu - przedstawiam w skrócie - uznał, że skoro Polska stała się elementem imperium sowieckiego, to niemieccy "specjaliści" sprawdzeni w walce z Polakami, z partyzantką na wschodzie są Amerykanom potrzebni. Tyle! W ten schemat osłony (sfingowana ucieczka) wpisuje się Otto Skorzeny.    
    
P. Marti na końcu swej analizy wyjaśnia, "że w Departamencie Stanu bardzo dobrze zdawano sobie sprawę, jakim kolosalnym brzemieniem lekkomyślna polityka personalna CIC (Counter Intelligence Corps - kontrwywiad) go obciążyła. Ale w 1951r. było z tego ślepego zaułka tylko jedno wyjście - przeczekać" (str. 97).    
    
Czy takich sprzymierzeńców oczekiwali polscy żołnierze niezłomni?    
    
W następnych latach, w miarę postępowania postępu i zacieśniania sowieckiego uścisku przyjaźni, polska administracja z słabnącą determinacją zabiegała o osądzenie katów Warszawy - była za ściganiem oprawców, a nawet przeciw. Szwajcarski historyk na tę okoliczność przytacza korespondencję dyrektora Institute of Jewish Affeirs, Oscara Karbacha z niemieckim śledczym, który zbierał dowody przeciw Reinefarthowi. Karbach pisze wprost: "...w wypadku prowadzonego przez Pana śledztwa dochodzą poza tym ważkie przyczyny natury historycznej i politycznej, które prawdopodobnie i nie całkiem bez powodu każą uważać Polakom za niepożądane, by te zajścia były oficjalnie dyskutowane na niemieckiej sali sądowej" (str. 247).     
    
Zbrodniarz, któremu w zakamarkach wypolerowanych butów dopiero zasychała krew warszawian, 5.11.1944r.w gazecie "Ostdeutscher Beobachter" pisze płomiennie: "W Warszawie obroniono Kraj Warty ... polska metropolia, która przez stulecia tyle nieszczęść sprowadziła na nas, Niemców, została ostatecznie zlikwidowana jako źródło niebezpieczeństwa. Polacy skoncentrowali w Warszawie swój najmłodszy i najlepszy materiał oficerski i żołnierski, i wyszkolili go do jednej z najbardziej podstępnych i perfidnych walk, jakie można sobie wyobrazić. Pokonaliśmy i tego wroga, i zadaliśmy mu straty w liczbie około 1/4 miliona osób." (str.74).    
    
Ćwierć miliona w milionowym mieście... Resztę wypędzono i mordowano, jak wspomnianego wcześniej pana Leszkiewicza, w obozowej cegielni.    
    
"Jest sukinsynem, ale to nasz sukinsyn", mawiają Amerykanie taksując zbrodniarzy. Nazwisko gubernatora wojskowego, generała Luciusa D. Clay winno być na widoku wypisane w Muzeum Powstania, w myśl zasady: tylko prawda jest ciekawa.    
    
    
..
Lech Śmiarowski
[162.158.103.125]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(121) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-11-08, 21:44 :
Pozdrawiam,    
Wiesiek
W.G
[198.41.242.58]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]
(120) Re: Wielka Ucieczka (Stalag Luft3 Żagań) - udział Polaków z dnia 2018-11-08, 01:57 :
..    
    
Widać edytory tekstu (zmieniłem komputer) są niekompatybilne.    
    
Jeszcze raz.    
    
Rosjan trzymać najdalej, jak tylko się da, od dawnych granic Rzeszy". Hitler nie aprobował tego nastawienia. Dawał do zrozumienia, że bardziej boi się władzy Żydów u Amerykanów niż władzy bolszewików."    
/Koniec cytatu; str. 372/    
    
W sierpniu 44 Hitler mniej bał się bolszewików niż Amerykanów. Musiały być jakieś dobrze rokujące próby porozumienia ze Stalinem, skoro miał takie przekonanie.    
    
Eugeniusz Guz w książce "Sojusz Hitler-Stalin, błędy i przeoczenia historyków" zamieszcza cały rozdział pn. "Oferta kapitulacyjna Goebbelsa dla Stalina", obejmuje właśnie ten okres.    
    
We wrześniu 44 Goebbels w swych osobistych notatkach zamieszcza kilkunastostronicowy memoriał na temat separatystycznego pokoju z Rosjanami. E. Guz cytuje go: "Sądzę, że w tej chwili sondaż w kierunku zachodnim będzie mniej obiecujący, aczkolwiek wydawać by się mogło, że tam właśnie należałoby szukać logicznego rozwiązania konfliktu. Historia jednak nie rozwija się logicznie."    
Następnie Goebbels uzasadnia logicznie, że Stalin w odróżnieniu od Churchilla nie musi się liczyć z opinią społeczną puszczając w niepamięć straty i cierpienia. Notuje: "Fakty dowodzą, że Sowieci, umiejąc wykorzystać właściwy moment, planowo realizują cele polityczne oparte na sile."    
Wyłuszcza dalej, że Japonia gorąco przyklasnęłaby takiemu rozwiązaniu, a państwa zachodnie byłyby bez Rosji bardziej skłonne do negocjacji. "Nie oznaczałoby wprawdzie zwycięstwa o jakim marzyliśmy w 1941 r.. Mimo wszystko byłoby to największe zwycięstwo w historii Niemiec." - Zanotował.    
    
Hitler zapoznał się z poglądem Goebbelsa, ale nie uzewnętrznił zainteresowania, bo to on trzymał wszystkie nitki i nie wtajemniczał swych funkcjonariuszy we wszystko. Mocno nielubiany przez Goebbelsa Ribbentrop nadal sprawował urząd, Mołotow także. Hitler zręcznie manipulował ludźmi, to była jego siła... Zlecając zagładę Warszawy namiętnemu ludobójcy Himmlerowi, czynił ukłon w stronę Stalina. Wiedział, że szczerze nienawidzi on Polaków i ich stolicy za klęskę z 1920 r.. Liczył i się nie przeliczył, że zatrzyma tym sposobem Rosjan pod Warszawą, co mu da czas na przygotowanie ofensywy w Ardenach i powtórkę Dunkierki...    
    
Genialne posunięcie, rabując miasto, zatrzymał Rosjan.    
Lech Śmiarowski
[172.69.190.52]  Dodaj współrzędne [Odpowiedz]

znalezionych: 129, strona 1 z 13
«  -  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  -  »

Powrót do tematów Powrót do Myśliwców